s t r o n a   o   n a d z i e i












Proszenie bez rozczarowania




Bóg słucha nas o wiele chętniej, niż przypuszczamy; musimy jednak pracować
nad naszym słuchaniem. Gdy ludzie narzekają, że ich modlitwy nie zostały wysłuchane
przez Boga, bardzo często nie poczekali oni po prostu, aby usłyszeć Jego odpowiedź.
Arcybiskup Fulton J. Sheen



Kiedyś napisałam na „Stronę o nadziei” tekst pt. „Jak się modlić, by Bóg nas wysłuchał?”. Temat jest ważny, o czym wiem ze statystyk strony — jest to jeden z trzech najczęściej odwiedzanych tekstów. Dlatego wracam do tej sprawy. Są to niejako dodatkowe komentarze do tamtego tekstu.

W przypadku proszenia o coś grożą nam dwie szkodliwe skrajności. Z jednej strony trzeba się wystrzegać popadania w magię, z drugiej — defetystycznego przekonania, że i tak nam się nie uda, a zatem nie ma sensu próbować. Dotyczy to zarówno proszenia Pana Boga (czy świętych), jak i innych ludzi.

Magia jest karykaturą religii polegającą na przekonaniu, że możemy rządzić Siłą Wyższą (Bogiem), jeśli tylko dobierzemy właściwe środki. Magia to nie tylko kulty voodoo i przekłuwanie igłami woskowych figurek, wbrew pozorom jej elementy można spotkać niekiedy także u chrześcijan. Czym innym niż magią są łańcuszki próśb do świętego Antoniego czy Judy Tadeusza w rodzaju „odmawiaj te modlitwę przez 9 dni, a potem przepisz ją 9 razy i przekaż 9 osobom, a to, o co prosisz, się spełni”? Popadnięcie w magiczne podejście do modlitwy grozi szczególnie osobom uzależnionym i dorosłym dzieciom alkoholików, ponieważ typową konsekwencją uzależnienia i współuzależnienia są zniekształcenia poznawcze, w tym myślenie magiczne — przekonanie o posiadaniu wpływu na sytuacje, które w rzeczywistości są od nas niezależne.

Stosowanie podejścia magicznego zdarza nam się również w przypadku ludzi, ale nierzadko dodatkowo próbujemy wymuszać na nich spełnienie naszych oczekiwań, zakrzykując i naciskając na zgodę, grając na uczuciach, wywołując litość, grożąc i szantażując czy próbując postawić w sytuacji bez wyjścia. Takie zachowania mają krótkie nogi — pozwalają czasem coś uzyskać, ale wzbudzają niechęć i fatalnie niszczą relacje. Odbierają bowiem drugiej osobie wolność, a relacje osób są możliwe tylko w warunkach wolności. Dlatego trzeba szukać u siebie skłonności do tych zachowań i je eliminować.

Nie można jednak wpadać w drugą skrajność — z góry rezygnować z proszenia ludzi czy modlitwy błagalnej do Boga, odrzucając pragnienia i potrzeby ze strachu przed grożącym rozczarowaniem. Dorosłe dzieci alkoholików mają skłonność do popadania w skrajności w wielu sprawach, także i w tej. Najtrudniejsze jest dla nich spokojne patrzenie z nadzieją w przyszłość i pozostawianie wolnej przestrzeni do działania dla losu (czy Boga), bez kurczowych prób przewidywania, co się stanie, i wymuszania tego, czego pragniemy. Uciążliwe słabości typowe dla DDA: skłonność do nadmiernej kontroli, niecierpliwość, lęk i niepokój, myślenie czarno-białe typu „wszystko albo nic”, prawie to uniemożliwiają. Jednak, jak się przekonałam, z tymi słabościami można wygrać — a przynajmniej można je rozładować na tyle, że przestają nam paraliżować życie.

Kluczowe w tym jest ćwiczenie się w zaufaniu do Boga, Siły Wyższej czy opatrzności — jakkolwiek to nazwiemy. Chodzi dokładnie o to, o czym mówi sławny program 12 kroków Anonimowych Alkoholików, który wyzwolił już z ostrego uzależnienia od alkoholu (a także innych uzależnień) miliony ludzi. Dokładnie połowa, czyli sześć z tych 12 kroków w ten czy inny sposób odnosi się do zaufania Sile Wyższej (Bogu) i powierzenia mu kontroli nad naszym życiem. Jeśli zaufamy Bogu, to stopniowo nauczymy się również ufać ludziom, jak i rozpoznawać tych, którzy są naszego zaufania niegodni. A także nauczymy się, w czym możemy ufać sobie samym, a w czym nie.

Jako motto do tego tekstu umieściłam wypowiedź amerykańskiego arcybiskupa Fultona J. Sheena z połowy XX wieku. To co mówi, wydaje się oczywiste i banalne, ale w gruncie rzeczy jest trudną prawdą, której z reguły nie zauważamy. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że Pan Bóg faktycznie spełnił wiele moich dawnych próśb, co do których byłam przekonana, że pozostały nie wysłuchane. Tylko że widzę to dopiero teraz, po latach. Moja niecierpliwość chciała je mieć natychmiast, ale musiałam się zmienić i dojrzeć do tego, żeby je uzyskać i udźwignąć.

O tym, co może sprawić modlitwa, pisze przepięknie Tertulian, jeden z najlepszych pisarzy wczesnochrześcijańskich, w tekście, który zamieszczam poniżej.



Marzec 2012



Tertulian o modlitwie

Bo czego może Bóg odmówić modlitwie płynącej z ducha i prawdy, skoro właśnie takiej wymaga? Czytamy i słyszymy, jak wielkie są dowody Jego mocy, i temu wierzymy.

Modlitwa Starego Przymierza chroniła od ognia, dzikich zwierząt i głodu, a przecież nie była przekazana przez Chrystusa. O ileż więc potężniejsza jest modlitwa chrześcijanina! Nie zsyła ona anioła orzeźwienia w środek ognistych płomieni, nie zamyka paszczy srożących się lwów, nie przynosi głodnym pożywienia. Jej łaska nie uchyla odczuwania doznanych cierpień, ale cierpiących, zbolałych i smutnych uczy cierpliwości, i obdarza mocą, aby wiedziała wiara, co otrzyma od Boga, i zrozumiała, co musi wycierpieć dla Jego imienia.

Ale modlitwa dawnych czasów sprowadzała także klęski, rozpraszała zastępy wrogów, wstrzymywała pożyteczne deszcze. Dzisiaj zaś modlitwa sprawiedliwego odwraca zagniewanie Boże, czuwa nad nieprzyjaciółmi, błaga za prześladowców. I cóż w tym dziwnego, że ta modlitwa potrafi wyjednać wody z nieba, skoro sprowadzała ogień na ziemię? Tylko modlitwa może zniewolić Boga. Ale Chrystus nie chce, by ją obracać ku złemu, lecz dał jej wszelką moc czynienia dobra.

Niczego ona nie zna, jak tylko zawracanie dusz umarłych z dróg śmierci, obdarzanie siłą słabych, a chorych zdrowiem, wyzwalanie opętanych, otwieranie bramy więzień i przywracanie wolności niewinnym. Ona też obmywa winy, oddala pokusy, ucisza prześladowania, pociesza małodusznych, szlachetnych napełnia radością, prowadzi wędrowców, łagodzi wzburzone fale, zbójców napełnia grozą, żywi ubogich, kieruje bogatymi, podnosi upadłych, podtrzymuje padających i jest mocą dla stojących.

Modlą się aniołowie, modli się wszelkie stworzenie, modli się bydło i dzikie zwierzęta, które zginają kolana, opuszczają swe obory i legowiska, i nie na próżno pysk swój wznoszą ku niebu i wołają tak, jak umieją. Także i ptaki wzlatują ze swych gniazd ku niebu i rozwijają skrzydła na kształt rąk rozkrzyżowanych, a ich śpiew jest czymś, co się zdaje modlitwą.

Cóż jeszcze można powiedzieć o powinności modlitwy? Oto, że i sam Pan się modlił, któremu niech będzie chwała i moc po wszystkie wieki wieków.






Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl