s t r o n a   o   n a d z i e i












Wyrzec się i udźwignąć




Z Ewangelii wg św. Łukasza: A szły z Nim wielkie tłumy. On zwrócił się i rzekł do nich: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. [...] Nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.



Kategoryczne słowa Jezusa o tym, by mieć w nienawiści ojca i matkę, brzmią niedorzecznie. Bez ożywczych więzi z bliskimi obumieramy. Chrystus sam wzrastał złączony więzami rodzinnymi. Otoczony miłością Maryi, czuł się przywiązany do Matki. Trwałe i piękne były jego przyjaźnie, jak ta z domem Marii, Marty i Łazarza. Gdy Łazarz umarł, Jezus bardzo to przeżył. Zgromadził przy sobie uczniów, zaufał im i włączył do współpracy w zbawieniu świata. Nazywając przyjaciółmi, nie wyrzekł się żadnego z nich, choć zawiedli. Chrystus odsłania Oblicze Boga, który JEST w relacji do człowieka, a nigdy bez niego. Czy Bóg — Filantropos, jak nazywa się Chrystusa na Wschodzie, który błogosławi prześladowców, uczy miłości, rozbraja nienawiść, a nieprzyjaciół czyni braćmi (św. Augustyn), mógłby się wyrzec kogokolwiek?

Używając paraboli charakterystycznej dla ludzi Bliskiego Wschodu, Jezus przestrzega przed relacjami pozbawionymi ostatecznego źródła w Bogu. Bezkrytyczna miłość, „uwieszająca się” na drugim, rozpaczliwie woła o akceptację. Drugi człowiek jest wówczas tylko tłem. Ucieczka od siebie samego i „zadurzenie się” w drugim człowieku oddalają od Boga, który stworzył nas, zna nas i kocha. Przywrócenie pierwszeństwa Bogu gwarantuje odnalezienie trwałego fundamentu dla poczucia swojej wartości, aby, jak pisała Anna Kamieńska, „widzieć człowieka nie tam gdzie właśnie stoi / ale gdzie jest naprawdę”. Bez samotności nie ma prawdziwych ludzi. Ona jest miarą naszego przystosowania do życia we wspólnocie z innymi. Doświadczenie samotności uświadamia nam, że nikt i nic nie może „zawłaszczyć” serca.

„Wyrzeczenie się” ludzi dla Boga pozwala odkryć, że nie są oni własnością, lecz darem. Na krzyżu Chrystus przygarnia wszystkich, choć nikogo nie zawłaszcza. W śmierci pozostał dramatycznie sam na sam z Bogiem. Radykalnie osamotniony i odrzucony przyjął krzyż, czyli podźwignął każdego z nas, abyśmy byli już nie „przychodniami i obcymi, lecz domownikami Boga”. Nawet tej szczególnej relacji z Matką nie zatrzymał dla siebie. Powierzył Maryję umiłowanemu uczniowi, aby i ona nim się opiekowała. Dźwiganie krzyża to także wierne niesienie innych. Skoro człowiek jest darem, nie można go porzucić, postępując jak ze zużytą zabawką: gdy traci atrakcyjność, trafia do kąta. Odrzucenie jest wypadkową zaborczej miłości.


Maciej Biskup OP



Tekst pochodzi z miesięcznika „W drodze” wydawanego przez polską prowincję dominikanów. Dziękuję jego redaktorowi naczelnemu, Romkowi Bieleckiemu OP, za zgodę na umieszczenie go na „Stronie o nadziei”.



Wrzesień 2010




Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl