s t r o n a   o   n a d z i e i












Wyjść z mroku




Pojawia się powoli. Tak jak dzień powoli przechodzi w noc, tak i ona stopniowo i konsekwentnie ogarnia ciało, duszę i umysł. Zasnuwa mrokiem... Z początku wydaje się, że to tylko chwilowe zamglenie, krótkotrwała dezorientacja. Wraz z upływem czasu znika nadzieja na znalezienie wyjścia. Tak rozpoczyna się depresja.

W wielu przypadkach choroba ta kończy się śmiercią na skutek samobójstwa. Skrywa się za nią ogrom cierpienia nagromadzony przez całe lata. Przez nią przemawia samotność, odrzucenie, doznane krzywdy, brak uczuć, zrozumienia, troski i miłości ze strony najbliższych.

Depresja pozwala uciec od przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Można w niej doświadczyć swoistego niebytu, który jest trwaniem bez początku i końca. Rzeczywistość w depresji zdaje się pozbawiona czasu, zjawisk atmosferycznych, pór roku, ale również ludzi i Boga. Z jednej strony pojawia się ogromna, wręcz granicząca z bólem fizycznym potrzeba ciepła, otuchy, przytulenia i troski drugiej osoby, z drugiej zaś niechęć do jakichkolwiek kontaktów. Izolacja wydaje się przynosić bezpieczeństwo, minimalizuje lęk przed kolejnym zranieniem, zawodem.

Umysł osoby przeżywającej depresję jest niezmiernie wyczulony na wszelką ocenę, krytykę. Przez to zamyka się na niesioną pomoc czy radę. Wypowiadane przez bliskich słowa drażnią, niekiedy są zupełnie niezrozumiałe, czasami przypominają piskliwą kakofonię dźwięków. Względną ulgę przynosi sen. Na jakiś czas przerywa bezsens i bezruch, aby dać odpoczynek w zupełnej ciemności. Po przebudzeniu jednak pojawia się jeszcze większe zmęczenie i te same pytania pozostające bez odpowiedzi: „po co to wszystko?”, „jaki to ma sens?”, „dlaczego tu jeszcze jestem?”, „jak długo to jeszcze potrwa?”. Poczucie krzywdy przeplata się z poczuciem winy z powodu zawalonych spraw, niemocy, braku inicjatywy, pomysłów, a nade wszystko chaosu, jaki jest widoczny w sprawach rodzinnych, zawodowych, zaniedbanym mieszkaniu, zdrowiu itd. Gonitwa myśli wyczerpuje. Nie sposób jej zatrzymać. Wydaje się, że myśli przewiercają mózg. Strach, złość, smutek i żal są ich następstwem, a ucieczką od tego stanu jeszcze głębsza depresja. Depresja jest jak wir wodny, który wciąga coraz bardziej, mocniej i głębiej aż do samego dna.

Osoby w depresji najczęściej spotykają się z niezrozumieniem, ironicznymi uwagami albo „dobrymi radami” w stylu: tak nie można żyć, weź się w garść, zrób coś ze sobą, przestań się rozczulać itd. Takie sformułowania dodatkowo pogłębiają chorobę. W skrajnych przypadkach mogą popchnąć do samobójstwa, gdyż potęgują poczucie winy wynikające z bezradności i niemocy.

(C) Bernard Piechal
      (C) Bernard Piechal

Leczenie depresji

Na depresję zapada dziś na całym świecie coraz więcej osób. Producenci środków farmaceutycznych prześcigają się w produkcji antydepresantów, środków uspokajających i nasennych. Niektóre z nich są środkami nieuzależniającymi, inne natomiast uzależniają bardzo szybko. Lekarze chętnie przepisują środki farmakologiczne, traktując je jako jedyne panaceum na depresję. Często słyszę od moich podopiecznych, że „lekarz powiedział, że nigdy już nie wyjdę z depresji i będę musiał przyjmować leki do końca życia”. Tymczasem pacjenci depresyjni przede wszystkim wymagają terapii. W ciężkich przypadkach jak najbardziej potrzebna jest farmakoterapia, a nawet hospitalizacja. W lżejszych natomiast farmakoterapia powinna wspierać proces psychoterapii.

Z moich obserwacji wynika, że depresja najczęściej towarzyszy dysfunkcjom takim jak przemoc, współuzależnienie, uzależnienie od środków psychoaktywnych, trwanie w toksycznym związku. Czy można wyleczyć depresję lekami, podczas gdy osoba depresyjna doświadcza przemocy fizycznej lub psychicznej, jest żoną lub matką alkoholika albo uzależniona jest od środków zmieniających nastrój? Według mnie nie jest to możliwe. Leki mogą uśmierzyć ból istnienia, mogą złagodzić objawy chorób psychosomatycznych towarzyszących depresji. Nie usuną natomiast przyczyny.


Mechanizmy choroby

Depresja męczy, wyniszcza ciało, pustoszy duszę, rujnuje psychikę. W istocie niczym nie się różni od uzależnienia od alkoholu, narkotyków, seksu, leków itp. Mechanizmy, którymi się posługuje, są identyczne:

  • Iluzja i zaprzeczanie
    Do osoby cierpiącej na depresję docierają sygnały z zewnątrz o szkodliwości destrukcyjnych zachowań, z czasem zaczyna dostrzegać je sama, niemniej chęć ucieczki w depresję powoduje, że coraz częściej zaprzecza szkodom, które są następstwem jej stanu psychicznego dla niej samej i dla otoczenia. Pojawia się racjonalizacja: przecież mam prawo do odpoczynku, mam prawo do snu (w mojej praktyce spotkałam osoby, które potrafią spać nieprzerwanie przez 70 godzin), każdy może mieć doła, smutek jest normalną sprawą. Teraz muszę się wypłakać, a potem wrócę do życia. Leki mnie osłabiają i powodują senność, ale w końcu pomogą itd.
  • Nałogowe regulowanie uczuć
    Osoba chora na depresję wykształca specyficzny rodzaj zachowań, za którym podąża myślenie doprowadzające do przykrych stanów emocjonalnych. Złość, radość, satysfakcja są najczęściej zamieniane na poczucie winy, smutek, żal. Stres odbierany jest jako sytuacja zagrożenia, za nim podąża lęk, rozdrażnienie, poczucie „bolesności”, a stąd już tylko krok do pogrążenia się w depresji.
  • Rozproszenie „ja”
    U osoby depresyjnej pojawia się mechanizm uszkadzający zdolność do kierowania postępowaniem i podejmowaniem decyzji. Uszkodzenia te obejmują strukturę „ja”, która odpowiedzialna jest za poczucie tożsamości i indywidualności, kompetencji, wpływu na własne postępowanie, sensu życia, moralności. Własne „ja” charakteryzuje się dwoistością. Z jednej strony prezentuje negatywne sądy o własnych winach, klęskach, grzechach, stratach, a z drugiej złudzenia o własnej mocy, zaletach, osiągnięciach, możliwościach. Na skutek tego osoba depresyjna nie może realnie ocenić własnego postępowania, sytuacji zewnętrznych, możliwości. Nie może też realnie planować.

Osoba w depresji, a także osoba uzależniona od środków psychoaktywnych, posługuje się następującymi sposobami, aby zaprzeczyć swojej chorobie:

  1. Proste zaprzeczanie, czyli przekonywanie siebie i innych, że czegoś nie ma, mimo że to coś jest. Często osoba doświadczająca depresji na pytanie o samopoczucie odpowie, że wszystko jest w porządku.
  2. Minimalizowanie, czyli pomniejszanie swych problemów związanych z depresją.
  3. Obwinianie, czyli ucieczka od odpowiedzialności za swoją depresję i obciążaniem nią innych.
  4. Racjonalizowanie, czyli tłumaczenie i podawanie rozmaitych powodów, dla których ma się taki, a nie inny nastrój. Takich powodów zawsze znajdzie się masa.
  5. Intelektualizowanie, czyli wymyślanie „mądrych” uzasadnień dla konieczności przeżywania depresji, takich jak „lekarz mówił, że tak już będzie ze mną zawsze, do końca życia”.
  6. Marzeniowe planowanie, czyli snucie nierealnych planów na przyszłość i poprzestawanie na przyjemności płynącej z tych marzeń.

Jak wspierać osobę cierpiącą na depresję?

Przede wszystkim zaakceptować ją taką, jaką jest. Okazać jej czułość (potrzymanie za rękę, przytulenie może zdziałać cuda), wysłuchać, ale nie użalać się wraz z nią. Pamiętajmy, że osoba w depresji odbiera siebie jak małe skrzywdzone dziecko. Jeśli potrzebuje się wypłakać, niech płacze. W nawrocie choroby dobrze jest być przy niej, ale nie krytykować, nie oceniać, nie narzucać się „dobrymi radami”. Nigdy nie mówmy: zrób coś ze sobą, weź się w garść, nie płacz itd. Ważne jest, aby mówić, że stan ten jest przemijający. Teraz przyszło pogorszenie nastroju, ale ono minie. Gdy nastrój się poprawi, proponujmy udanie się na terapię, udział w grupach wsparcia, takich jak mityngi Anonimowych Depresantów, którzy zdrowieją, wykorzystując program 12 kroków wypracowany przez Anonimowych Alkoholików. Osoba cierpiąca na depresję nie jest w stanie sama wyjść z tej choroby. Musimy też pamiętać, że wyleczenie nie nastąpi nagle, nie nastąpi nawet szybko. Jest to długotrwały proces, wymagający niekiedy kilku lat. W ciężkim stanie należy wezwać pogotowie. Hospitalizacja może zapobiec samobójstwu.


Jak pomóc sobie, gdy cierpię na depresję?

W tym miejscu mogę podzielić się własnym doświadczeniem. Z depresją borykam się od ponad 10 lat. Od dłuższego czasu nie zażywam leków antydepresyjnych, nie miewam też silnych nawrotów. Czasami pojawia się obniżony nastrój albo nagły wybuch płaczu. Pozwalam sobie wtedy na wylanie łez, a potem przychodzi uspokojenie i powracam do aktywności. Gdy zażywałam leki, miałam wrażenie, że jestem gdzieś z dala od życia, ludzi. Nie odczuwałam dużego smutku, żalu, poczucia winy czy krzywdy, ale też nie dane mi było przeżywanie miłych emocji, wciąż czułam się senna, pojawiała się obojętność. Miałam wrażenie, że jestem jak robot, który mechanicznie wykonuje pewne czynności. Gdy odstawiałam antydepresanty, powracał stan, jaki opisałam na początku tego artykułu.

W pewnym momencie miałam już dosyć. Można powiedzieć, że sięgnęłam dna w swojej depresji. Nie chciałam tak dłużej żyć. Zrozumiałam, że tak naprawdę tylko ja sama mogę sobie pomóc. Dzięki wcześniejszym doświadczeniom życiowym (alkoholizm, przemoc, DDA) zrozumiałam, że mam w rękach narzędzia do tej pomocy. Wystarczy spojrzeć na depresję właśnie tak jak na uzależnienie. Dałam sobie czas na wychodzenie z choroby, czas na powolne uporządkowanie życia we wszystkich jego obszarach. Stosowałam program na 24 godziny, proponowany przez Anonimowych Alkoholików:

  • Właśnie dzisiaj chcę spróbować przeżyć ten dzień dobrze i nie od razu załatwić w nim problemy całego mojego życia.
  • Właśnie dzisiaj chcę być szczęśliwa. Zakładam, że prawdą jest „najczęściej ludzie są na tyle szczęśliwi, na ile postanowią nimi być”.
  • Właśnie dzisiaj chcę dostosować się do tego, co jest, a nie próbować dostosować wszystko do moich własnych życzeń. Chce sprostać mojemu losowi, jakikolwiek on będzie.
  • Właśnie dzisiaj chcę ćwiczyć mój umysł. Chcę poznawać rzeczy godne poznawania. Chcę nauczyć się czegoś użytecznego. Chcę czytać coś wymagającego wysiłku, myślenia, skupienia.
  • Właśnie dzisiaj chcę ćwiczyć moją wolę na trzy sposoby:
    1. Zrobię coś dobrego i nie wypomnę tego ani nie pochwalę się tym.
    2. Dokonam co najmniej dwóch rzeczy, na które zwykle nie mam ochoty.
    3. Nie okażę nikomu, że moje uczucia zostały zranione.
  • Właśnie dzisiaj chcę mieć plan postępowania, mogę nie trzymać się go ściśle, lecz spróbuję uchronić się od pochopności i niezdecydowania.
  • Właśnie dzisiaj znajdę spokojną chwilę dla siebie i spróbuję się odprężyć. Spojrzę wtedy na moje życie z lepszej perspektywy.
  • Właśnie dzisiaj chcę pozbyć się obaw i cieszyć tym, co piękne. Ufam, że dając z siebie dużo światu, dużo przez to zyskuję.
  • Właśnie dzisiaj chcę być zgodny z otoczeniem. Chcę dobrze wyglądać, być odpowiednio ubrany, mówić spokojnym tonem, być uprzejmym, nie krytykować niczego, nie wyszukiwać dziury w całym i nie zmieniać nikogo z wyjątkiem samego siebie.

Ponadto, a może nawet przede wszystkim pracowałam nad pokonaniem chęci izolacji. Wyjście z domu, spotkanie z przyjaciółmi, z Bogiem w kościele, ze współpracownikami, lekarzem, terapeutą, nawet wyjście do supermarketu powodowało przecięcie liny ciągnącej w dół. Bardzo pomaga mi modlitwa o pogodę ducha: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godziła się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniała to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniała jedno od drugiego”. W procesie zdrowienia uporządkowałam swoje życie. W wieku 39 lat skończyłam studia, jakie mnie interesowały, mam bardzo satysfakcjonującą pracę, spore grono przyjaciół, od których się nie uzależniam. Nareszcie zagościł w moim życiu spokój i nadzieja. Mam świadomość, że skłonność do depresji będzie mi towarzyszyła do końca życia, ale też wiem, że można z nią godnie i szczęśliwie żyć.


Agnieszka



Wrzesień 2010




Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl