s t r o n a   o   n a d z i e i












***


W dzieciństwie wydawało mi się, że mój dom jest lepszy od domów wszystkich moich koleżanek ze szkoły. Moim dziadkiem był prawnik pochodzący ze szlacheckiej rodziny, znający cztery języki obce bibliofil, którego mieszkanie było pełne starych mebli i obrazów. Byłam nim zupełnie zafascynowana. Dziadek dbał o moje wykształcenie i kulturę — regularnie prowadzał do opery, oprowadzał po zabytkach, kupował dużo książek i pilnował, żebym ćwiczyła grę na fortepianie. Dobrze wiedziałam, jak powinnam się zachowywać i co wolno, a czego nie wolno robić. Wszyscy krewni z wyjątkiem jednej cioci, która jako jedyna nie skończyła studiów i pracowała na „podrzędnym” stanowisku nauczycielki szkoły podstawowej, byli wykładowcami wyższych uczelni, prawnikami itp. Skończyłam elitarne liceum, a potem studia na uniwersytecie. Pracowałam w znanej gazecie, a na wakacje jeździłam do krewnych za granicą...

Na zewnątrz wszystko więc mogło budzić zazdrość. Ale jest też druga wersja mojego dzieciństwa. Zaczęłam ją odtwarzać dwa lata temu, po dwudziestu latach niepamięci, kiedy poszczególne wydarzenia zaczęły mi wypadać jak szkielety z szafy, a w wyniku wielu nieprzespanych nocy, łez i „dołów” zaczęłam kojarzyć fakty i uświadamiać sobie ich znaczenie.


***


Teraz już wiem, że dziadek zniszczył życie mojej babci i mamy, i zniszczyłby moje, gdyby nie umarł, kiedy miałam 13 lat. Dziadek uważał mamę i mnie za swoją wyłączną własność. Rozbił więc małżeństwo mojej mamy, a podczas rozwodu użył posiadanych wpływów, żeby tatę puścić w skarpetkach. Zabraniał mi widywać się z tatą, więc mama też. Była nim całkowicie zafascynowana i uzależniona od niego emocjonalnie, robiła wszystko, co jej polecił. Tata załatwił widzenia ze mną dwa razy do roku przez sąd. Kiedyś dał mi zabawkę — Koziołka Matołka. Miałam wtedy jakieś 8–9 lat. Kiedy dziadek się dowiedział, że Koziołek Matołek jest od taty, wpadł w szał i chciał go wyrzucić przez okno. Pamiętam, jak ryczałam, a mama się rozpłakała i błagała go, żeby tego nie robił. Krzyczał na mnie i kazał wybierać — albo mama i dziadek, albo Koziołek Matołek i tata — w tym drugim wypadku miałam natychmiast opuścić mieszkanie, tak jak stoję, i przeprowadzić się do taty, a rodzina całkowicie zrywa ze mną stosunki. Na szczęście mamie udało się go wtedy uspokoić.

Kiedy dziadek umarł, mama nie poradziła sobie psychicznie z jego śmiercią. Był dla niej alfą i omegą, początkiem i końcem. Wpadła w alkoholizm i zespół maniakalno-depresyjny, a potem prawdopodobnie dostała schizofrenii. Przez dziesięć lat regularnie robiła nocne awantury z tłuczeniem szyb, rzucaniem doniczkami, niszczeniem rzeczy, biciem i terroryzowaniem naszej rodziny: mojego ojczyma, mnie i mojego młodszego rodzeństwa. Obarczała nas winą za swoje nieudane życie, w wyniku czego „musi” pić, wyzywała nas i poniżała. Raz rzuciła się na ojczyma z nożem, innym razem próbowała popełnić samobójstwo. Na początku ojczym usiłował wzywać pogotowie psychiatryczne i milicję, ale nie udało mu się zainteresować tych szacownych organów naszymi problemami. Sąsiedzi, dalsza rodzina, moi nauczyciele i szefowie mamy z pracy nic nie widzieli ani nie słyszeli... W końcu mama znikła z naszego życia i od dziesięciu lat nie wiem, co się z nią dzieje.


***


Tymczasem ja przez wiele lat cierpiałam na głębokie poczucie winy, chroniczny smutek i przygnębienie, brak poczucia bezpieczeństwa, ciągłe choroby, koszmarne sny, ataki panicznych lęków i poczucie niższości — czy też raczej zupełnej bezwartościowości. Stawiałam sobie absurdalnie wysokie wymagania, których nie byłam w stanie wypełnić; każdą omyłkę (zwłaszcza popełnioną publicznie) odczuwałam jako dyskwalifikującą katastrofę, a najdrobniejsza krytyka wywoływała u mnie agresję i poczucie zupełnego zniszczenia. Chorobliwie przywiązywałam się do miejsc i przedmiotów, fatalnie znosiłam jakiekolwiek zmiany i panicznie bałam się występowania publicznie; wpadałam w uzależnienie emocjonalne od kolejnych mężczyzn i nie potrafiłam odczuwać gniewu, lecz przekształcałam go w strach lub obracałam przeciwko sobie samej — miałam zachowania autodestrukcyjne i myśli samobójcze. Nie wiedziałam, dlaczego jestem inna niż moi znajomi, i był to jeszcze jeden powód, dla którego czułam się gorsza i winna. Czułam po prostu, że jestem niepełnowartościowym towarem, i uważałam, że już nigdy nic ze mnie nie będzie.

Nie miałam pojęcia, że te problemy były wywołane przeżyciami z dzieciństwa. Wtedy nie pisało się o tym w gazetach, bo nie zgadzało się to z wizją świetlanego życia w PRL-u. Nikt nam nie powiedział, że potrzebujemy terapii — nawet lekarze w szpitalu, do którego trafiła mama po próbie samobójczej.


***


Półtora roku temu czyjaś niewinna w sumie uwaga spowodowała, że doszłam do wniosku, iż Bóg mnie nie kocha i mnie odrzucił; dostałam z tego powodu ataku depresji i myśli samobójczych. Po kilku dniach uświadomiłam sobie jednak, że to niemożliwe i moja reakcja emocjonalna była nieadekwatna. Zaczęłam szukać w Internecie i odkryłam, że podobne problemy jak moje są typowe dla DDA — dorosłych dzieci alkoholików. Kiedy rozwiązałam test „Czy jesteś DDA”, okazało się, że na 20 objawów mam 18.

Podjęłam na pewien czas terapię, a wkrótce zostałam uzdrowiona z DDA dzięki modlitwie wstawienniczej i ciężkiej pracy nad zmianą nawykowych sposobów myślenia, reakcji i zachowań, które wypracowałam w dzieciństwie, żeby przetrwać w „pijanym” domu, a które w wieku dorosłym skutecznie paraliżowały mi życie i relacje z ludźmi. W tej chwili czuję się zupełnie zdrowa, a moje życie jest znacznie szczęśliwsze niż kiedykolwiek wcześniej.

Dużym oparciem w tym czasie był dla mnie mój mąż i dwójka najbliższych przyjaciół, którzy w ciągu kilkunastu miesięcy „rozpoznawania problemu bojem” i „wypadania szkieletów z szafy” znosili moje histerie, depresje, awantury, ataki podejrzeń i pretensji, egocentryczne użalanie się nad sobą i wielogodzinne opowiadanie stale tych samych historii, i z mniejszą lub większą cierpliwością korygowali moje myślenie i zachowania. Ważnym elementem okazał się fakt, że jednym z tych dwojga przyjaciół był ksiądz — odkryłam, że tak zwana „łaska święceń kapłańskich” nie jest tylko pobożną propagandą, jak byłam skłonna uważać wcześniej, lecz istnieje naprawdę i bardzo przyczyniła się do mojego uzdrowienia. Po prostu czuło się, jak Bóg nas prowadzi.


***


Wkrótce okazało się, że wokół mnie jest wiele osób, którym moje doświadczenia uzyskane dzięki walce z siedmiogłowym smokiem DDA mogą się przydać do polepszenia jakości ich własnego życia. Nie są to tylko osoby, które wyrastały w domach z problemem alkoholowym; niemal każdy nosi jakieś rany i urazy emocjonalne z dzieciństwa, które — jeśli się ich nie przepracuje, tak aby się szczęśliwie zabliźniły — wpływają destruktywnie na późniejsze życie i relacje z ludźmi. Większość ludzi nie wie nawet, że uleczenie tych urazów jest możliwe, i niepotrzebnie cierpi z ich powodu.

Świadomość społeczna i dostępność terapii dla dzieci i współmałżonków alkoholików są dzisiaj o niebo większe niż w latach 80., kiedy ten problem dotknął moją rodzinę, ale materiałów poświęconych skutkom innych urazów emocjonalnych nadal brakuje. Wiele z nich nie wymaga nawet profesjonalnej terapii; wystarczy tylko trochę zmienić swoje myślenie i relacje z otoczeniem, żeby czerpać z życia dużo więcej radości.

Zauważyłam też, że większość osób jest skłonna wprowadzać ostry rozdział między sferę psychiczną i duchową człowieka. Jedni uważają, że panaceum na wszystkie ich problemy jest psycholog i w celu ich rozwiązania nie potrzebują się uciekać do pomocy księdza, a drudzy, przeciwnie, że jeśli będą się odpowiednio dużo modlić i spowiadać, to zostaną uzdrowieni, a psychologów potrzebują niewierzący. A przecież człowiek jest jednością i sfery te są ze sobą bardzo blisko powiązane. Można powiedzieć, że odrzucając pomoc czy to księdza, czy to psychologa, traci się połowę szans na uzdrowienie!

Dlatego właśnie stworzyłam tę stronę. Chcę się tu dzielić tym wszystkim, co pozwoliło mi pogrzebać upiory przeszłości oraz uzyskać spokój wewnętrzny, radość i nadzieję.


Dominika






Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl