s t r o n a   o   n a d z i e i












To jest przemoc




Relacja z pewnym moim znajomym, nazwijmy go panem X, stanowi dla mnie trudne wyzwanie. Chociaż jest on człowiekiem wartościowym i ma wiele zalet, każda rozmowa z nim mnie rozbija. Mimo że wcześniej staram się przygotować psychicznie, uspokoić wewnętrznie i przemyśleć argumenty, po krótkim czasie niezmiennie tracę opanowanie i mówię rzeczy, których nie powinnam była powiedzieć. Chociaż używam wszystkich sił, żeby nad sobą zapanować i szybko, merytorycznie załatwić konieczne sprawy, za każdym razem ponoszę klęskę. Szybko się irytuję, zaczynam czuć się winna i wątpić w swoją wartość. Podnoszę głos, w każdej wypowiedzi doszukuję się ataku i odpowiadam zaczepnie. Odzyskanie jakiej takiej równowagi zajmuje mi kilka dni.

Wiem, dlaczego tak się dzieje. Przyczyną jest sposób bycia mojego rozmówcy. Nawet jeśli jego słowa mają wydźwięk neutralny lub pozytywny, to zachowanie wywołuje całkiem odmienne wrażenie. Pan X mówi nerwowym, podniesionym głosem, tak że czuję jego rozdygotanie wewnętrzne. Albo nerwowo się przymila i bezustannie tłumaczy, albo jest kłótliwy i agresywny. Stale krytykuje, łapie za słówka, obwinia, w co drugim zdaniu osądza i ocenia.

Po naszej ostatniej rozmowie nastąpił postęp. Pierwsza reakcja na pretensje pana X była typowa: czułam się winna i czyniłam sobie wyrzuty, że go rozzłościłam. Później jednak przypomniałam sobie, co mówili mi psycholodzy: każdy sam odpowiada za swoje uczucia. To nie moje postępowanie go „bardzo zirytowało”, tylko on sam się zirytował. Ochłonęłam i wtedy już na trzeźwo oceniłam, że moje zachowanie nie powinno było obiektywnie wywołać takiej złości. Jego reakcja emocjonalna była nieadekwatna, podobnie jak interpretacja tego, co zrobiłam. Stawiane mi zarzuty odbijały zniekształcony obraz rzeczywistości, występujący u mojego rozmówcy. I wtedy sobie uświadomiłam: to jest przemoc. To nie ja zachowuję się źle i jestem nie taka jak trzeba, tylko pan X stosuje wobec mnie przemoc. I nie ma prawa tego robić.


***


Przemoc psychiczna

  • ciągłe krytykowanie
  • ciągłe ocenianie
  • ciągłe porównywanie z innymi
  • podważanie wartości/kompetencji
  • obwinianie
  • przerzucanie odpowiedzialności
  • wyzywanie
  • krzyczenie
  • poniżanie
  • zastraszanie
  • grożenie
  • szantażowanie emocjonalne
  • mobbing
  • karanie odmową kontaktu lub okazywania uczuć
  • stawianie zbyt wysokich wymagań lub ich rażące zaniżanie

Możecie powiedzieć: jak to przemoc? Przecież nigdy mnie nie uderzył ani nawet ani razu nie użył wulgarnego słowa. A jednak. Zachowania, które wywołują w człowieku poczucie winy i niższości, które odbierają mu spokój i poczucie wartości, takie jak oskarżanie, przerzucanie winy, przypisywanie złych intencji, ciągłe krytykowanie czyjegoś sposobu myślenia, zachowania, pochodzenia, wyznania czy wyglądu, są przemocą. Można to poznać po efektach, jakie wywołują. Opisałam je na początku.

Nie wszyscy reagują na takie sytuacje tak samo; na przykład nasi znajomi radzą sobie w kontakcie z panem X znacznie lepiej niż ja, a niektórzy w ogóle nie rozumieją, czemu „robię problem”. Ja jednak jestem zupełnie nieodporna na jego agresywny ton głosu, krytykowanie i obwinianie.

Wychowywałam się w rodzinie przemocowej, alkoholowej. Alkohol jest depresantem i wywołuje agresję, dlatego alkoholik jest agresywny, ma obniżony nastrój i cierpi na niskie poczucie wartości. Żyje w świecie iluzji i zaprzeczeń, a odpowiedzialność za swoje picie i niepowodzenia przerzuca na otoczenie, oskarżając wszystkich naokoło. Jego bliscy przeżywają lęk, upokorzenie i poczucie winy. Zbudowanie poczucia wartości i poczucia bezpieczeństwa, a także pozbycie się ciągłego poczucia winy zajęło mi wiele lat. Jednak nadal jest to kruche i kiedy znajdę się w podobnej atmosferze, wszystko zaczyna się sypać.


***


Ludzi, którzy zachowują się w opisywany sposób, jest wielu. Pan X nie jest ani lepszy, ani gorszy od innych. Nie zdaje sobie sprawy z agresywności swego zachowania, z tonu głosu i sposobu mówienia; gdy zwraca mu się uwagę, z przekonaniem zaprzecza („Ja wcale nie krzyczę!”). Wierzę w jego szczerość, gdyż również sama dopiero po wielu latach uświadomiłam sobie, że w kontaktach z ludźmi jestem agresywna, krytykuję ich i obwiniam — dzięki ludziom, którzy mieli przygotowanie psychologiczne i uparcie mówili mi o tym wprost, przebijając się przez skorupę moich iluzji i zaprzeczeń. A później długo pracowałam nad oduczeniem się tych zachowań. Co więcej, właśnie dzięki kontaktom z panem X zrozumiałam, że nadal zdarza mi się do nich wracać. W rozmowie z nim irytuję się, tracę pewność siebie i czuję się zagrożona, więc zaczynam atakować (atak jest najlepszą obroną...). Wzajemnie się nakręcamy.

Sprawca przemocy zachowuje się agresywnie, bo nie może sobie dać rady ze swoim strachem i gniewem. Niektórzy ludzie nie są świadomi odczuwania tak zwanych trudnych uczuć, nie umieją ich rozładowywać, lecz wypierają je. A one stopniowo rosną i zaczynają kierować ich zachowaniem. Znajdują ujście w niespodziewanych atakach złości lub podskórnej, ciągłej irytacji. Wybuch rozładowuje napięcie i przemocnik z powrotem staje się czarującym i łagodnym człowiekiem. Ale do czasu; bez przemiany całego sposobu reagowania i pracy nad uczuciami strach i gniew będą znowu narastały i historia się powtórzy.

Z kolei ofiara przemocy nieświadomie przejmuje zachowania przemocnika i zaczyna sama je stosować. Na tym polega jedna z najgorszych cech przemocy — przenosi się z człowieka na człowieka, z pokolenia na pokolenie. Zaatakowany odpowiada atakiem, dziecko wychowywane w atmosferze przemocy psychicznej (czy jakiegokolwiek innego jej rodzaju) stosuje ją następnie wobec swoich znajomych i członków rodziny (oraz samego siebie). Ta sama osoba staje się jednocześnie ofiarą i sprawcą przemocy... Dlatego tak ważne są zalecenia świętego Pawła: „Nikomu złem za złe nie odpłacajcie”, „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”. Tylko konia z rzędem temu, kto potrafi je naprawdę na co dzień stosować.


***


Co robić z osobą, która stosuje wobec nas jakikolwiek rodzaj przemocy? Odpowiedź, której się nauczyłam na własnej skórze, brzmi: nic. Jeśli się tylko da, to znaczy jeśli okoliczności nie zmuszają nas do przebywania z nią, uciekać, gdzie pieprz rośnie. Nie usiłować tego człowieka zmieniać, naprawiać czy robić terapii, choćby nam na nim nie wiem jak zależało. Nie wyjaśniać, nie szukać porozumienia. Chronić siebie. To jest pierwsze przykazanie w sytuacji doświadczania przemocy — najpierw chronić siebie. A to oznacza: zapewnić sobie bezpieczeństwo oraz nie dać się wciągnąć w spiralę przemocy. Dlatego należy zakończyć relację, przerwać kontakt. Jeśli to niemożliwie, ograniczyć do minimum, załatwiając jak najkrócej wyłącznie oficjalne sprawy. Nie wchodzić w relację prywatną. Przemocnik nie zmieni się, dopóki sam tego nie zechce, a jedynie zniszczy nas.



Więcej na podobny temat można przeczytać w tekście pt. „Gniewajcie się, a nie grzeszcie”.



Wrzesień 2010





Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl