s t r o n a   o   n a d z i e i












Rana




Serce Jezusa, włócznią przebite, zmiłuj się nad nami.
Z Ewangelii wg św. Jana: Lecz podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda (J 19,33).



Rana zadana po śmierci. Po jej zadaniu nikt już nie miał wątpliwości co do tego, czy Jezus umarł naprawdę. Umarł na serio. Komu był potrzebny ten dowód? Mężczyznom. Piłatowi, żołnierzom, a za parę dni Tomaszowi, który chciał włożyć swoją rękę do boku. Kobiety nie potrzebowały tego znaku, one wiedziały, czuły, że On nie żyje. Męską sprawą jest żądać i szukać dowodu, wymiernego znaku. I Bóg te znaki nam daje.

Rana to najczulsze miejsce, które chcemy schować głęboko, nie pokazywać innym. Możemy być twardzi, odważni, robić wielkie rzeczy, być szefami, politykami, dobrymi kaznodziejami, ale każdy z nas nosi w swoim sercu ranę. Był moment w naszym życiu (mógł trwać długo), w którym ktoś nas zranił. I to ktoś, kto jak ów żołnierz był powołany do tego by nas strzec. Zadał ranę, by pokazać, że panuje nad tobą, by pokazać wszystkim, że po tym ciosie już na pewno nie ożyjesz.

Z tej rany wypływa krew i woda. Istota twojego życia wypływa z rany. Uzdrowienie nie przyjdzie przez udawanie, że jej nie ma. Uzdrowienie przyjdzie w decyzji, żeby uczynić ją raną chwalebną.

Zazwyczaj mężczyźni, kiedy dzieje się im jakaś krzywda odczuwają ją, jako przekleństwo, jako coś, co jest złe. Jednak możemy podjąć coś, co w pierwszym momencie wydaje się porażką, jako szansę dla nas.

Nasz Bóg jest gwałtownikiem, który chce, byśmy wyciągali dobro również z tych miejsc, w których nie ma dobra. Gdzie nie ma (pozornie) śladów Jego obecności.

Wiem, że to jest trudne, nie mówię o tym, jak o taniej radzie na życie. Sam miałem trudne doświadczenie pijącego ojca. I właśnie w tym doświadczeniu było moje przełomowe odkrycie, że mogę tym faktem przez całe życie usprawiedliwiać moją niemoc i słabość, a mogę z tego, co było i jest krzywdą, zrobić wyzwanie. Coś, co dziś boli, jest siłą i błogosławieństwem.

Strach przed uczynieniem ze swojej rany wyzwania jest zaraźliwy. Często tak przeżywamy rany, trudne miejsca, że inni tracą zysk. Kiedy tak jest? Wtedy, kiedy wszystkim próbujemy udowodnić, że cały świat jest zły. Kiedy po swoim trudnym doświadczeniu, takim jak choćby moje, próbujemy pokazać, że wszystkie dzieci alkoholików mają przechlapane. Tak może być wtedy, kiedy mamy doświadczenie nieudanego związku, niejednokrotnie wtedy można usłyszeć, że nikomu się nie uda. Tak jest też wtedy, kiedy swoje zranienie i krzywdę próbujemy zakopać i udawać, że jej nie ma. Jest i spod ziemi ma na nas wielki wpływ. Ciągle myślimy, czy ktoś obcy nie wykopie naszego skarbu. Nie ma co zakopywać, trzeba się za to wziąć. Samemu lub z pomocą innych.

Rana w sercu jest siłą mężczyzny. Nie jest przekleństwem, jak wielu z nas sądzi. Ostatecznie rana Jezusa staje się później dowodem Jego Zmartwychwstania.

Panie Jezu, proszę Cię dziś byś uczył mnie patrzeć na moje rany z dumą, jak na coś z czego może wypłynąć moja siła. Ucz mnie podejmować moje rany, przeżywać je tak, jak Ty przeżywałeś swoje. Z dumą, jako dowody zwycięstwa, nie porażki.

Panie Jezu pozwól mi uwierzyć i tak żyć, że żadna z moich ran nie musi doprowadzić do śmierci, ale że każda z nich może być chwalebną raną. Chcę być dumny z moich ran!

Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według Serca Twego!


Grzegorz Kramer SJ



Tekst pochodzi z bloga ojca Grzegorza Kramera, jezuity. Nosi prosty tytuł „Ojciec Grzegorz”. Zaglądam tam, by znaleźć siłę i wsparcie.



Czerwiec 2013




Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl