s t r o n a   o   n a d z i e i












Pochwała ciała




O trudnościach związanych z ciałem i seksualnością mówi się rzadziej niż o innych problemach dorosłych dzieci alkoholików, jednak na podstawie zarówno własnych doświadczeń, jak i rozmów z innymi DDA uważam, że są one wcale nierzadkie. Można tu wymienić zaburzenia obrazu własnego ciała (wyglądu), wstyd wobec cielesności, zahamowania w relacjach intymnych czy wiele innych. Dolegliwości związane z tą dziedziną są bolesne i znacznie obniżają jakość życia, a jednocześnie uzyskanie możliwości rozmowy na ten temat na odpowiednim poziomie nie jest łatwe. W naszej kulturze problematyka ciała i seksualności jest nadal tematem wrażliwym i obciążonym ideologicznie.


Intymne trudności DDA

U dorosłych dzieci alkoholików bliskość budzi lęk, gdyż wymaga akceptacji siebie, umiejętności wyrażania swoich potrzeb, a to jest dla nich trudne. Poza tym brakuje im wzoru, na którym mogłyby modelować swoje relacje intymne, gdyż nigdy lub prawie nigdy nie były świadkami prawdziwej bliskości między rodzicami. Dzieci nie mogą normalnie rozmawiać o płciowości z rodzicami, gdyż są oni pochłonięci problemem alkoholowym jednego czy obojga z nich. Relacje międzyludzkie w rodzinie alkoholowej ulegają zniszczeniu; dotyczy to także więzi seksualnej między rodzicami. Alkoholicy nierzadko mają tendencję do zmiany partnerów seksualnych, a także podejmują inne niekontrolowane zachowania seksualne, gdyż alkohol ogranicza kontrolę nad postępowaniem. Często stosowana jest przemoc, seks bywa używany jako broń, częściej też niż zwykle występuje kazirodztwo. Jeśli w dodatku uwzględnić fakt, że dorosłe dzieci alkoholików przeżywają wszelkie trudności dotkliwiej niż inni ludzie, to nic dziwnego, że w relacjach intymnych odczuwają one niepewność i poczucie zagrożenia.

John Bradshaw podkreśla, że uczucie zinternalizowanego wstydu, obecne w rodzinach alkoholowych, odciska się także na sferze cielesnej dorosłych dzieci alkoholików. Mogą na przykład wstydzić się swojej płci. U wielu z nich występuje przekonanie o braku własnej atrakcyjności niezależnie od rzeczywistych walorów urody — jest to zaburzenie obrazu własnej cielesności, wstyd wobec swego ciała.

Dorosłe dzieci alkoholików mogą angażować się w ryzykowne relacje seksualne albo, odwrotnie, w ogóle odcinać się od zachowań seksualnych jako czegoś „złego”, „nieczystego”. Takie zagrożenie istnieje szczególnie w przypadku tych osób pochodzących z rodzin alkoholowych, które w dzieciństwie padły ofiarą przemocy lub molestowania seksualnego. Wiadomo, że w rodzinach alkoholowych są to zjawiska częste; tymczasem przemoc fizyczna i seksualna wywołuje m.in. nasilenie wstydu, problemy z odczuwaniem podniecenia seksualnego i intymności, przedmiotowe traktowanie tak swojego ciała, jak i partnera seksualnego, utratę granic dotyczących ciała i nieumiejętność obrony przed niechcianym dotykiem i kontaktami seksualnymi lub, odwrotnie, zablokowanie przed relacjami intymnymi i zbliżeniem seksualnym.


Winny Kościół, Grecy czy alkohol?

Zdaniem Janet Woititz, amerykańskiej psychoterapeutki specjalizującej się w pomocy dla dorosłych dzieci alkoholików, zahamowania na tle seksualnym są raczej efektem wpływu Kościoła i kultury niż dzieciństwa w rodzinie alkoholowej. Woititz słusznie zwraca uwagę na istotne znaczenie tradycyjnych poglądów chrześcijańskich na ciało i seks, jednak nie ma racji, pomijając negatywne konsekwencje przemocy i alkoholizmu rodziców. Wydaje się, że w przypadku dorosłych dzieci alkoholików znaczenie mają oba te czynniki, nasilając wzajemnie swoje działanie.

Jest prawdą, że niechętny stosunek do cielesności i kojarzenie jej z grzesznością były obecne w mentalności chrześcijańskiej przez całe wieki. Przykładowo w języku polskim słowo „grzech” może być używane jako synonim cudzołóstwa, a słowo „cnota” w powszechnym odbiorze oznacza dziewictwo, tracąc swoje pierwotne znaczenie — naturalnej skłonności do czynienia dobra. Jeden ze znanych duszpasterzy stwierdził, że słuchając kazań, można odnieść wrażenie, iż „Nie cudzołóż” to jedyne przykazanie; tymczasem jest ono dopiero szóste, a wcześniej jest pięć innych, spośród których najważniejsze jest pierwsze: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”.

Przyczyn podejrzliwości wobec ciała trzeba jednak szukać głębiej — w starożytnej Grecji, która w odróżnieniu od kręgu kultury semickiej charakteryzowała się bardzo niechętnym stosunkiem do cielesności i w ogóle materii. W języku greckim istniało powiedzenie „somasema” (ciało — grób). Przeważające nurty filozofii greckiej widziały wartość jedynie w świecie duchowym (idee), a ciało było postrzegane jako więzienie duszy, z którego musi się ona wyzwolić, aby mogła być szczęśliwą.

Ten skrajny spirytualizm przedostał się do chrześcijaństwa w pierwszych wiekach (i tak żyjący w III wieku Orygenes uważał, że człowiek jest upadłym aniołem skazanym przez Boga na więzienie ciała), a w średniowieczu, za pośrednictwem zaadaptowanego do chrześcijaństwa neoplatonizmu, zdobył w nim istotne miejsce. Na przykład Jan Szkot Eriugena za Pseudo–Dionizym Areopagitą uważał, że ciało jest złe, gdyż cała materia jest zła. Jednakże nie można obciążać tymi poglądami całego Kościoła. Nawet w średniowieczu istnieli myśliciele chrześcijańscy o innych poglądach, chociażby święty Tomasz z Akwinu, który uważał, że ciało jest dobre, tak jak wszystko, co zostało stworzone.


Pośmiertne zwycięstwo manicheizmu

Faktycznie najważniejszym źródłem podejrzliwości wobec ciała, dodatkowo z silnym naciskiem na potępienie seksualności, nie było w rzeczywistości chrześcijaństwo, lecz manicheizm. Ta dualistyczna religia uznawała istnienie dobrego boga zbliżonego do Boga chrześcijańskiego, oraz złego demiurga, odpowiedzialnego za stworzenie zła i materii. Jej wyznawcy, jeśli chcieli zostać zbawieni, musieli m.in. żyć w abstynencji seksualnej i nie zakładać rodziny. Chrześcijaństwo zwalczało manicheizm, jednak mimo wielokrotnych potępień jego poglądy przenikały do niego i cyklicznie odżywały zarówno w ruchach heretyckich (jak u średniowiecznych katarów), jak i prądach ortodoksyjnych — oczywiście w złagodzonej formie. Z manicheizmu przedostała się do duchowości chrześcijańskiej negatywna ocena małżeństwa, życia seksualnego, cielesności i dóbr materialnych, czyli „całej w ogóle doczesności”. Jak napisał wybitny filozof Stefan Swieżawski, „z tego spojrzenia manichejskiego wywodzi się ostatecznie postawa pogardy, niechęci, osądzania tych dziedzin jako królestwa szatana”.

W duchu tych tendencji interpretowano nierzadko Biblię, szczególnie nauczanie świętego Pawła — który czasem używał słowa „ciało” jako terminu technicznego określającego stan słabości i grzeszności, w jaki popadł człowiek wskutek grzechu pierworodnego; a także życie zakonne (chociaż w rzeczywistości wywodzi się ono z zupełnie innych idei). Niektórzy teolodzy zakonni głosili nawet skrajne poglądy, że dla ludzi żyjących w stanie świeckim, zwłaszcza w małżeństwie, osiągnięcie zbawienia jest w ogóle niemożliwe lub niezwykle trudne.

Wiek XX przyniósł całkowitą zmianę tych poglądów, do czego walnie przyczynił się m.in. Karol Wojtyła (czyli papież Jan Paweł II). Jeszcze jako biskup krakowski stworzył on teologię ciała, która dowartościowała życie małżeńskie i seksualne, widząc w nim odblask stwórczej mocy Boga i Jego wewnętrznego życia w Trójcy Świętej.

Nie można jednak zaprzeczyć, że w szerokich masach wiernych niechętny stosunek do ciała, ewentualnie kojarzenie go z grzechem, można czasami nadal napotkać. Nawet święta Teresa od Dzieciątka Jezus, której pisma odnowiły duchowość katolicką w XX wieku, wyznała niedługo przed śmiercią: „Moje ciało zawsze mi przeszkadzało. Nie czułam się w nim dobrze... Już będąc małą, wstydziłam się go”.


Wszystko, co jest, jest dobre

Ponieważ święty Tomasz z Akwinu zdecydowanie przeciwstawiał się manicheizmowi i greckiemu spirytualizmowi, warto przypomnieć jego poglądy na temat ciała i seksualności.

Dla Tomasza jest oczywiste, że materia, a więc cały świat, ciało ludzkie i wszystko, co się z nim wiąże, jest dobre. Zgodnie z podstawową zasadą jego filozofii dobre jest wszystko, co istnieje, bo wszystko zostało stworzone przez Boga jako dobre; wszelkie ewentualne przejawy zła mogą to ontologiczne dobro naruszyć, zmniejszyć, ale nigdy całkowicie zniszczyć. Co więcej, materia jest dobra nie tylko sama w sobie, lecz także dla wszelkich form (zasad kształtujących), jakie się z nią wiążą, w tym ludzkiej duszy.

Tomasz zdecydowanie się przeciwstawia wszelkim poglądom wynoszącym element duchowy człowieka i dezawuującym cielesny. W jego koncepcji dusza bez ciała nie jest człowiekiem, a ciało nie jest „pudełkiem” na duszę. Elementy te nie są przypadkowym zlepkiem, mieszaniną, lecz łączą się ze sobą w nierozerwalną całość. Człowiek jest jednością psychofizyczną — antropologia Tomaszowa jest konsekwentnie holistyczna.

Bez ciała dusza ludzka nie mogłaby realizować swojego najwznioślejszego zadania, jakim jest prowadzące do szczęścia poznanie intelektualne. Człowiek nie jest w stanie poznawać bezpośrednio, tak jak anioły. Potrzebuje form dostrzegalnych i odczuwalnych, dostępnych zmysłami cielesnymi, aby na ich podstawie tworzyć pojęcia i rozumować. Nie ma wglądu w umysł drugiego człowieka, lecz poznaje go stopniowo na podstawie jego zachowań. Także Boga człowiek poznaje poprzez świat materialny. Nasze ciała są zatem „interfejsami”, za pomocą których możemy się poznawać, kontaktować i budować relacje.

Tomasz przewiduje również uczestnictwo ciała w życiu wiecznym człowieka. Wbrew różnym koncepcjom religijnym, które pojmują zbawienie jako wyzwolenie duszy z więzienia ciała, mówi on, że w stanie wiecznej szczęśliwości dusza ponownie zjednoczy się z ciałem, dając mu swoją nieśmiertelność i udział w niebiańskiej radości widzenia Boga.


W raju nie potrzebowano Kamasutry

W kontekście podstawowych zasad antropologii Tomasza nie zaskakuje, że pozytywny jest również jego stosunek do seksualności. Ta sfera ludzkiego życia służy przecież realizacji podstawowego dążenia każdej istoty żywej, jakim jest zachowanie i przedłużenie swego istnienia (do tych czynności, zwanych wegetatywnymi, zalicza się odżywianie, wzrost i rozmnażanie).

Tomasz zdecydowanie sprzeciwia się tendencjom potępiającym pożycie seksualne jako złe czy grzeszne samo w sobie; jest ono dobre, tak jak wszystko, co zostało zamierzone i stworzone przez Boga (oczywiście w tej dziedzinie, jak i w każdej innej, konieczne jest uporządkowanie moralne). Wbrew wielu średniowiecznym teologom Tomasz uważa, że pożycie seksualne istniało także w raju, przed pojawieniem się grzechu wskutek upadku pierwszych ludzi. Zapewnienie przetrwania gatunkowi ludzkiemu dzięki rozmnażaniu jest bowiem zamierzeniem natury. Nieskażona grzechem natura była doskonalsza niż teraz, a nie bardziej ułomna, spełniała zatem wszystkie swoje normalne funkcje. Dlatego święty Tomasz jest przekonany, że w raju seks dawał więcej rozkoszy niż obecnie. Ciało ludzkie było bowiem wtedy wrażliwsze, a władze zmysłowe i uczuciowe harmonijnie ze sobą współpracowały.

Tej akceptacji dla ciała warto się od Tomasza nauczyć. Jest ono piękne i dobre, a ewentualne nadmiarowe kilogramy i inne podobne problemy zatruwające dziś humor większej części ludzkości mają zupełnie drugorzędne znaczenie.



Lipiec 2010







Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl