s t r o n a   o   n a d z i e i












Skandal cierpienia




Świat jest pełen cierpienia. Wystarczy włączyć wiadomości w radiu, żeby usłyszeć, że tu trwa krwawa wojna, tam nastąpił zamach bombowy, gdzie indziej katastrofa samolotu, autobus wpadł do jeziora albo szaleniec zastrzelił kilkanaście przypadkowych osób. Do tej pory sam dźwięk słów „Biesłan” czy „11 września” wywołuje skurcz serca. Także nasze własne życie jest pełne cierpienia: jeśli w danej chwili nie chorujemy, to tęsknimy za kimś ukochanym, boimy się braku pieniędzy, starości i śmierci, ktoś bliski umiera albo rani nas swoją obojętnością i agresją. Można wręcz powiedzieć, że cierpienie jest immanentną cechą życia i nigdy nie udaje nam się go trwale pozbyć; kiedy wyrzucimy je drzwiami, to wraca oknem. Zawsze jest coś, co powoduje nasze cierpienie, tylko krótkie chwile są od niego wolne.

Niech przepadnie dzień mego urodzenia
i noc, gdy powiedziano:
„Poczęty mężczyzna”,
bo nie zamknęła mi drzwi życia,
by zasłonić przede mną mękę.
Dlaczego nie umarłem po wyjściu z łona,
nie wyszedłem z wnętrzności, by skonać?
Po cóż mnie przyjęły kolana,
a piersi podały mi pokarm?
Nie żyłbym jak płód poroniony,
jak dziecię, co światła nie znało.
Teraz bym spał, wypoczywał,
odetchnąłbym w śnie pogrążony.
Tam niegodziwcy nie krzyczą,
spokojni, zużyli już siły.
Po co się daje życie strapionym,
istnienie złamanym na duchu,
co śmierci czekają na próżno,
szukają jej bardziej niż skarbu w roli;
cieszą się, skaczą z radości,
weselą się, że doszli do grobu.
Człowiek swej drogi jest nieświadomy,
Bóg sam ją przed nim zamyka.

Księga Hioba

Kiedy kogoś spotyka zasłużone cierpienie, ktoś je sam na siebie ściąga, to nie odczuwamy tego jako czegoś gorszącego, przeciwnie, zgadza się to z powszechnym poczuciem sprawiedliwości. Chcąc nie chcąc, godzimy się też z tym, że choroby i śmierć należą do naturalnego porządku świata, tak samo jak narodziny i rozwój; podlegają im nie tylko ludzie, lecz także rośliny i zwierzęta. Kolejne pokolenia istot żywych zastępują poprzednie, tak samo jak zmienia się cały świat — tam gdzie kiedyś było morze, dzisiaj są góry, zmienia się położenie biegunów magnetycznych Ziemi, gwiazdy rodzą się i umierają — także nasze Słońce kiedyś wybuchnie i zgaśnie, i to będzie koniec życia na ziemi.

Może się też zdarzyć cierpienie konieczne dla większego dobra, jak w przypadku bolesnej operacji ratującej życie. Ale bezsensowne cierpienie niewinnych odczuwamy jako skandal, rani nas ono głęboko, wywołuje bunt. Dla wielu osób jest dowodem, że Boga nie ma. Jak można mówić o Bogu po Auschwitz, pytano. Jak Bóg mógł dopuścić do Biesłanu, jeśli jest dobry i wszechmocny? Albo Go nie ma, albo jest zły, stworzył człowieka tylko po to, żeby cierpiał. Przecież mógł go w ogóle nie stwarzać. Czy bawi się nim jak zabawką, jak okrutny i złośliwy gnom?


Dzieci Hioba

Te pytania mogą wydawać się bluźniercze, ale nie ma chyba człowieka, któremu nie zdarzyłoby się kiedyś ich postawić. Są takie nieszczęścia, w których niezadanie tych pytań dowodziłoby wręcz braku wrażliwości i przyzwolenia na zło. Takie pytania stawia też Biblia, i to z odwagą, która wielu nie mieściłaby się w głowie: „Po co się daje życie strapionym, istnienie złamanym na duchu, co śmierci czekają na próżno? Człowiek swej drogi jest nieświadomy, Bóg sam ją przed nim zamyka” — woła zrozpaczony Hiob.

Można nawet powiedzieć, że pytanie, dlaczego na świecie istnieje cierpienie i zło, jest jednym z głównych tematów całego Starego Testamentu. Pojawia się na samym początku Księgi Rodzaju — próbą znalezienia odpowiedzi na nie jest opowiadanie o grzechu pierwszych ludzi i wygnaniu ich z raju. Przewija się przez kolejne księgi, przejmująco skarżą się na swoje cierpienie Dawid, Eliasz, Jeremiasz i Ezechiel, a Księga Psalmów i Księga Lamentacji są wypełnione skargami i złorzeczeniami cierpiących.

Cytowana przed chwilą Księga Hioba, jedna z najpóźniejszych ksiąg Starego Testamentu, ma na celu obalenie powszechnego wówczas przekonania, że jeśli kogoś spotyka cierpienie, to jest to kara za jego grzechy (wcześniej uważano, że cierpienie może być także karą za grzechy przodków, gdyż uznawano zasadę odpowiedzialności zbiorowej). Hiob jest człowiekiem sprawiedliwym, który cierpi całkowicie niewinnie: traci cały majątek, giną wszystkie jego dzieci, a sam zapada na trąd. Okazuje się jednak, że jego nieszczęście było spowodowane dziwnym zakładem Boga z diabłem, który twierdził, że ludzie nie czczą Boga bezinteresownie, tylko za otrzymywane dobrodziejstwa. Bóg zgadza się, żeby diabeł poddał Hioba próbie, a kiedy Hiob przechodzi tę próbę zwycięsko i nie traci wiary, przywraca mu zdrowie, dwa razy większy majątek i nowe dzieci.

Księga Hioba jest największym sukcesem starożytnej myśli żydowskiej, jeśli chodzi o problem niezawinionego cierpienia, ale nie daje naprawdę zadowalających odpowiedzi. Bo dlaczego właściwie Bóg skazał Hioba na tyle cierpienia? Przecież wcale nie musiał zakładać się z diabłem, mógł go po prostu zignorować. Dzieci Hioba giną, nie zostaje im przywrócone życie. Jak pisał Jacek Kaczmarski, „za tę ojców nadgorliwość / w wierze w wyższą sprawiedliwość / która każe ufać w dobra tryumf nad złem / za ten zakład diabła z Bogiem / czyj silniejszy będzie ogień / dzieci Hioba idzie kres”. Stary Testament nie znajduje rozstrzygającej odpowiedzi na pytanie o cierpienie niewinnych.

Krzyż ołtarzowy

Hymn ku czci Krzyża

Jaśnieje Krzyż chwalebny,
Unosi ciało Pana,
Zaś On swej krwi strumieniem
Obmywa nasze rany.

Z miłości czystej dla nas
Pokorną stał się żertwą,
Baranek święty wyrwał
Swe owce z paszczy wilka.

Wykupił świat od klęski
Przebitych rąk zapłatą,
I własne tracąc życie,
Powstrzymał pochód śmierci.

Skrwawionym ostrzem gwoździa
Tę samą dłoń przeszyto,
Co zmyła winę Pawła,
Wydarła śmierci Piotra.

O Drzewo Życiodajne,
Szlachetne w swej słodyczy,
Wszak zieleń twych gałęzi
Wydaje owoc nowy.

Twa woń ma moc obudzić
Wystygłe ciała zmarłych,
Powrócą wnet do życia
Mieszkańcy kraju nocy.

Pod liści twoich cieniem
Nie straszny czas upału,
Słoneczny żar w południe
I blask księżyca nocą.

Jaśniejesz zasadzone
Nad wody żywej zdrojem,
I blask rozsiewasz wokół
Świeżością kwiecia zdobny.

Pośrodku twoich ramion,
Gdzie winny krzew rozpięty,
Spływają krwawe strugi
Czerwienią słodką wina.

Św. Wenancjusz Fortunat (VI w.)

A nie znajduje, bo tej odpowiedzi zapewne w ogóle nie ma. Nie tylko cierpienie jest integralnym elementem życia człowieka, także niestety zadawanie cierpienia. Człowiek ma wolną wolę, a skoro tak, to sam wybiera, jak postępuje. Może wybierać dobro, ale może też wybierać zło. Może budować i burzyć, leczyć i ranić, tworzyć i niszczyć, dawać życie i zabijać. Niewierzący powie po prostu, że człowiek robi, co chce, dopóki coś mu tego nie uniemożliwi, wierzący sformułuje to raczej tak, że Bóg stworzył człowieka, dając mu wolną wolę; ale to niczego nie zmienia, bo Bóg nie mógł stworzyć człowieka bez wolnej woli i sterować jego postępowaniem jak marionetką — po prostu wtedy nie bylibyśmy ludźmi. Wolna wola jest jednym z elementów tworzących człowieczeństwo.


Skandal krzyża

Elie Wiesel, wybitny myśliciel i pisarz żydowski, który przeżył Auschwitz, w jednej z książek opowiada o wstrząsającej publicznej egzekucji, której był świadkiem w obozie koncentracyjnym. Trzech więźniów zostało dla postrachu skazanych na śmierć przez powieszenie. Wśród nich był młodziutki chłopiec, bardzo przez wszystkich lubiany. Był lekki i przez pół godziny nie mógł skonać. Ktoś w otoczonym przez uzbrojonych SS–manów, milczącym tłumie zapytał głośno: „Gdzie jest Bóg?”. Wiesel pomyślał: „Tam, wisi na szubienicy”.

Bóg nie stworzył cierpienia, nie chce cierpienia człowieka, ale nie może mu zapobiec, nie odbierając człowiekowi wolnej woli, a więc samego człowieczeństwa. Jedyną możliwą odpowiedzią Boga jest więc przyjęcie tego cierpienia także na siebie. Odpowiedzią na skandal cierpienia jest skandal krzyża. Jak pisze święty Paweł, Chrystus „nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci — i to śmierci krzyżowej”.

Chrystus przyjął na siebie nasze cierpienie i naszą winę za cierpienia innych. Uczynił to całkowicie dobrowolnie, sam nie mając żadnej winy. Nie tylko nie złorzeczył swoim oprawcom, ale prosił Boga o przebaczenie dla nich. Przyjął zdradę, sprzedanie go za 30 srebrników (była to cena za niewolnika), fałszywy proces sądowy, niesprawiedliwy wyrok śmierci, wyparcie się Go i opuszczenie przez najbliższych, wyszydzenie, biczowanie, poniżanie, bicie i popychanie, publiczne obnażenie, ukrzyżowanie, samotność, pragnienie i skwar, a w końcu śmierć z upływu krwi i uduszenia. W Jego cierpieniu możemy się odnaleźć my wszyscy, którzy sami cierpimy. Bo cierpienie przeżywane bez Boga jest skandalem i zgorszeniem, jest nie do zniesienia, niszczy nas. Ilu jest ludzi złamanych przez cierpienie, ludzi, którzy po jakiejś wielkiej krzywdzie czy stracie nigdy nie zdołali się podnieść, ich życie stało się od tej pory nieszczęsną i bezsensowną egzystencją przesiąkniętą rozpaczą, smutkiem, zgorzknieniem, bezcelowym buntem lub rezygnacją i brakiem nadziei. Nawet jest takie wyrażenie: „złamany cierpieniem”.

Tylko Chrystus nadaje cierpieniu sens. Cierpienie przeżywane w łączności z Jego krzyżem umacnia i wyzwala, a nie niszczy. Bo Chrystus zwyciężył śmierć i cierpienie — ostatnie słowo należy do życia, a nie do śmierci. Cierpienie i śmierć Chrystusa nie były bezcelowe — one przyniosły życie. To była pułapka, w którą wpadła śmierć — Chrystus zwyciężył ją dlatego, że dał się jej pokonać. Naprawdę umarł, ale nie mógł pozostać martwy, bo jest nie tylko człowiekiem, ale i Bogiem, jest samym Życiem. Zwycięstwo cierpienia i śmierci było chwilowe. Największe zwycięstwo zła stało się jego klęską.

I dlatego nasze życie ma sens. Mimo cierpienia, krzywdy i śmierci. One nie są ostatnim słowem. To znaczy nie muszą być. Bo mamy wolną wolę i możemy wybrać zło i śmierć. Możemy odrzucić skandal krzyża — odpowiedź na skandal cierpienia, jaką dał Chrystus — i pogrążyć się w rozpaczy, cynizmie i bezsensie. Ale to nie przyniesie nam ulgi, lecz odwrotnie, nasz ciężar jeszcze się powiększy. Nie znajdziemy innej odpowiedzi na skandal cierpienia.



Październik 2006





Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl