s t r o n a o n a d z i e i |
|
|
Winem byćNa pewno nieraz ich spotkaliśmy. Chodzą co dzień ulicami i uliczkami, załatwiając mniej lub bardziej poważne sprawy, potykając się co jakiś czas o problemy i zmartwienia. Nie zwracamy na nich uwagi, również potykając się co chwila. Ci ludzie wciąż kichają radością — na lewo i prawo. Ich radość jest jednak bardziej zaraźliwa niż katar. Działa w promieniu kilkudziesięciu metrów — z tej odległości, z jakiej widać jeszcze uśmiechniętą ludzką twarz. Czasem wystarczy jedno przypadkowe spojrzenie i odwzajemniony uśmiech. Krótka, nierzeczowa wymiana zdań przy kramach z warzywami, przy kiosku albo przystanku. To wystarcza, by dzięki nim pociągnąć z nich radość jak łyk wina.
Skąd bierze się smutny nałóg? Odsyłam do „Małego Księcia” i jego spotkania z Pijakiem. Człowiek w swojej naturze dąży do szczęścia. Przyczyną smutku jest więc brak szczęścia, brak nadziei. Radość działa podobnie jak wino — przecież także upaja. Objawy są nawet podobne, choć upojenie radością nie prowadzi nigdy do utraty świadomości i kontroli nad sobą. Tu różnica dotyczy oczywiście skutków upojenia. Upojenie radością nie gaśnie; rozwija się z każdym dniem, przynosi owoce. Ludzie często mają problemy bez konkretnego rozwiązania. Poza wysłuchaniem strumieni goryczy i otarciem strumieni łez, niewiele da się zdziałać. I tu stoi zadanie — motywować do jakiejś zmiany, do pracy, do działania; dodawać wiary i nadziei. Być blisko, z całą swoją radością i pięknem. I zarażać nieustannie pasją i życiem. Przerwać trwanie w bezczynnej beznadziei. Dać siebie, swój czas, uwagę i uśmiech wyciągnąć z kieszeni — oto najcenniejszy dar! Żeby jednak mieć w sobie tę radość i piękno, trzeba je hodować. Czyli koniecznie dążyć również do własnego szczęścia, do spełnienia w życiu. W innym wypadku zawsze stoi poważna i bardzo realna groźba próby udowadniania własnej wartości kosztem innych. Trzeba dać z siebie jak najwięcej radości, żeby ludzie nie musieli pić wina. Być samym w sobie winem, upajać uśmiechem jak najprzedniejsze wino. Siać wokół radość — a na pewno wykiełkuje, wyrośnie i da owoc czy kolejne nasiona. Ile to już razy sam widok szczęśliwej matki niosącej ukochane dziecko ulicą dodawał nam wiary w życie, w świat, w samego siebie? To uczucie odbieramy od innych, zarażamy się nim — a także dajemy wokół. Nie jesteśmy w stanie wygenerować go sami — i to jest chyba najpiękniejsze. Właśnie dlatego tak bardzo mocno i rozpaczliwie potrzebujemy innych ludzi. A radość? Ma tę magiczną właściwość, że im więcej się jej daje, tym mniej jej ubywa; tym bardziej w nas rośnie. Ania Pajda Czerwiec 2009 |
| | Strona główna | | Nadzieja | | Alkoholizm | | Sprawy męsko–damskie | | Uzdrawianie uczuć |
| | Powrót do wolności | | Szkoła nowego życia | | Psychika i zdrowie | | Lęk i ciemność | | Walka Jakuba z aniołem |
|
Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl |