s t r o n a   o   n a d z i e i












Więcej luzu!





Człowiek staje się szaleńcem, kiedy próbuje odgrywać rolę boga.
Mówi się, że pokora jest cnotą chrześcijańską, teraz rozumiem, dlaczego.
Pokora pozwala zachować rozum i człowieczeństwo.
Agatha Christie




Zapanuję nad tym wszystkim

Dzieci, których rodzice nadużywają alkoholu, żyją w chaosie. Brak jest dających poczucie bezpieczeństwa stałych, codziennych rytuałów, przewidywalności, należytej i odpowiedzialnej opieki rodziców. Ponieważ jednym ze skutków uzależnienia jest tzw. nałogowy mechanizm regulowania uczuć, rodzice–alkoholicy są niestabilni emocjonalnie. W podobnych sytuacjach zachowują się inaczej, w zależności od tego, w której fazie cyklu kompulsji i uzależnienia się znajdują. W fazie poczucia winy obsypują dzieci pieszczotami i prezentami, a niedługo później mogą wywołać awanturę, niszczyć rzeczy i stosować przemoc.

By uzyskać jakąkolwiek stabilizację, dzieci żyjące w rodzinie alkoholowej nieustannie podejmują próby opanowania sytuacji. Bryan Robinson, autor książki „Pomoc psychologiczna dla dzieci alkoholików”, wspomina: „Mnie przypadła rola szefa naszego rodzinnego cyrku — opiekuna, rozjemcy, arbitra, rodzinnego bohatera, krótko mówiąc kogoś, kto kierował przebiegiem całego spektaklu. Nie byłem w stanie położyć kresu przemocy. Mogłem jedynie kontrolować scenariusz na tyle, aby sąsiedzi nic nie widzieli, dom nie uległ zniszczeniu, nikt nie został zabity ani też odwieziony do szpitala lub do więzienia. Nie była to rola, jaką wybrałoby sobie jakiekolwiek dziesięcioletnie dziecko; ja objąłem ją, bo nie było komu tego zrobić, z konieczności, po to, aby przetrwać”.

Awantury, przemoc nie muszą odbywać się codziennie. Wystarczy, że zdarzają się raz na jakiś czas. Dziecko przekonuje się, że na nikim poza sobą nie może polegać, i nabiera przekonania, że od jego działania zależy nie tylko jego własne bezpieczeństwo, lecz także funkcjonowanie całej rodziny. „Życie jakby na krawędzi przepaści wymusza na nim utrzymywanie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę alarmowego poziomu skupienia i uwagi. Musi wszystko znać, o wszystkim wiedzieć, nad wszystkim panować” (Tommy Hellsten, „Wsparcie dla dorosłych dzieci alkoholików. Hipopotam w pokoju stołowym”).

W efekcie z czasem dzieci alkoholików uczą się stałego kontrolowania uczuć i zachowań — zarówno własnych, jak i innych ludzi — a w dorosłym życiu przekształca się to w przymus. DDA stara się wszelkimi sposobami utrzymać możliwość wpływania na otoczenie, gdyż brak poczucia kontroli budzi u niego lęk. Wyczerpuje to jego energię psychiczną i utrudnia relacje z ludźmi.


Muszę być doskonały

Jedną z istotnych cech choroby alkoholowej jest zaprzeczanie, że ma się problem z alkoholem. Alkoholik za nic się nie chce przyznać — ani przed sobą, ani przed otoczeniem — że jest uzależniony i słaby, że popełnia błędy i czyni zło. Chętnie natomiast zwala winę na innych, wyszukuje i wytyka każdą niedoskonałość. Nieustanne krytykowanie najbliższej rodziny jest mechanizmem służącym polepszeniu własnego obrazu alkoholika. Uzależniony ojciec czy matka nigdy nie jest zadowolony z postępowania i zachowania swojego dziecka, zawsze jest jakieś „ale”, zawsze jest coś, co można by poprawić. Można było zrobić lepiej, dokładniej, inaczej, można było bardziej się postarać.

Dziecko uczy się od rodzica takiego wykrzywionego sposobu oceniania i samo zaczyna go stosować. Patrzy na siebie i na to, co robi, przez czarne okulary. Nigdy nie jest zadowolone z tego, co zrobiło, i ciągle stara się być jeszcze lepsze — bo przecież pragnie zadowolić mamę i tatę, uzyskać ich akceptację i pochwałę. Tymczasem oczekiwane pochwały nie nadchodzą. Dziecko dochodzi do wniosku, że jest nieudolne, gorsze od innych, że nie potrafi niczego dobrze zrobić ani właściwie się zachować. I wnosi to przekonanie w dorosłe życie.

Jedni reagują na to apatią, zgadzają się na taki obraz siebie i przyjmują go za swój (i temu poświęcony jest tekst „Jak wygonić toksyczny wstyd”), inni zaś walczą. Próbują przezwyciężyć wstyd wywoływany przez poczucie niedoskonałości jej przeciwieństwem — doskonałością. Wszystko, czym się zajmują, musi być bezbłędne i nienaganne, gdyż w przeciwnym razie zasługuje wyłącznie na wzgardę. Uzyskiwanie wyjątkowych osiągnięć, robienie kariery, zdobywanie publicznych pochwał służy potwierdzaniu swojej wartości z zewnątrz. Ten perfekcjonizm jest szczególnie widoczny u DDA pełniących rolę „bohatera rodzinnego”.

Potrzeba stałego kontrolowania siebie i otoczenia, przejmowanie cudzych obowiązków, poczucie wstydu i niższości, perfekcjonizm, ciągłe udowadnianie znajomym, kolegom w pracy, że się więcej wie i lepiej pracuje, zaduszanie członków rodziny nadmierną opiekuńczością... Niewielu ludzi jest zdolnych znosić przez dłuższy czas taką osobę, więc dorosłe dziecko alkoholika czuje się najczęściej mniej lub bardziej samotne, opuszczone i niezrozumiane. A to dodatkowo wzmacnia bolesne przekonanie, że jest złe i „nie takie, jak trzeba” — od którego usiłuje przez cały czas uciec. To wszystko zamyka, zabija, unicestwia osobowość i godność człowieka.


Nauka życia

Żeby zacząć normalnie żyć, DDA musi się nauczyć zdrowego poczucia słabości i ograniczoności, a także przyzwolić, że uczenie się, zdrowienie i rozwijanie będzie trwało przez całe jego życie. Może w tym świetnie pomóc święty Tomasz z Akwinu, gdyż stopniowe, długofalowe kształtowanie się i doskonalenie jest fundamentem jego koncepcji człowieka.

W antropologii Tomaszowej człowiek postrzegany jest przez pryzmat nieustannego, trwającego przez całe życie rozwoju. Jako jedyne stworzenie we wszechświecie składa się z dwóch elementów — materialnego, łączącego nas ze zwierzętami (czyli ciała), oraz niematerialnego, wspólnego z bytami niematerialnymi (Bogiem i aniołami). Dlatego posiada też podwójne władze: materialne (zmysłowe i uczuciowe) oraz niematerialne (intelekt i wolę). I przez całe życie uczy się sprawnie tymi wszystkimi władzami kierować, tak aby wola i intelekt harmonijnie ze sobą współdziałały, a władze zmysłowe i uczuciowe poddawały się rozumnemu prowadzeniu władz duchowych.

Wszystkie stworzenia poza człowiekiem dążą ku swojemu celowi (właściwemu dla ich natury) w sposób konieczny, zdeterminowany, gdyż nie mają intelektu i wolnej woli. Z człowiekiem jest inaczej: ma on wpływ na swoje postępowanie i świadomie dąży do swego celu — szczęścia — wybierając prowadzące ku niemu działania. Pomagają w tym nabywane stopniowo sprawności, czyli specjalne dyspozycje. Różnią się one od zwierzęcych nawyków tak, jak tresura zwierząt różni się od wychowania człowieka. Nie są wyuczonymi odruchami, lecz świadomie wypracowywaną skłonnością do podejmowania określonych wyborów i działań.

Człowiek nabywa sprawności codziennie, po prostu podejmując decyzje o tym, co zrobi, jak się zachowa. Podobnie jak grając na fortepianie czy jeżdżąc na rowerze, ćwiczymy te umiejętności i wykonujemy je coraz lepiej, tak też „ćwiczymy” wybieranie dobra lub zła w konkretnych okolicznościach życia. W ten sposób stopniowo uczymy się postępować moralnie — nikt tego nie umie od chwili narodzin.

Istnieją sprawności skłaniające do dobrych wyborów (cnoty) i do złych wyborów (wady). Cnoty ułatwiają człowiekowi osiągnięcie jego celu: szczęścia, wady zaś to utrudniają. Należy pamiętać, że dla Tomasza i jego mistrza Arystotelesa cnota nie ma nic wspólnego z cnotą stoików i Kanta, oznaczającą wielki trud i przełamywanie woli; dobrym człowiekiem jest ten, kto z łatwością czyni dobro, podobnie jak dobrym szewcem jest ten, kto bez trudu robi dobre buty.


Prawo do błędów

Święty Tomasz jest zwolennikiem zasady złotego środka. Uważa, że szkodliwy jest zarówno nadmiar, jak i niedomiar jakiejś cechy. Najlepsze jest roztropne umiarkowanie. Na przykład cnotą będzie odżywianie się w zdrowy i stosowny sposób, a wadą zarówno obżarstwo, jak i to, co nazwalibyśmy dzisiaj anoreksją. Podobnie męstwo powinien cechować umiar — złem jest zarówno tchórzostwo, jak i zbytnia zuchwałość, która może mieć bardzo szkodliwe konsekwencje. I tak dalej.

Widać tutaj świetnie, jak optymistyczna i życzliwa człowiekowi jest Tomaszowa antropologia i etyka. Stanowi ona zaprzeczenie wszelkiego perfekcjonizmu; człowiek rozwija się przez całe życie i nikt nie może wymagać od niego doskonałości — ani w dzieciństwie, ani w życiu dorosłym, ani nawet w starości. Tym bardziej że, jak podkreśla święty Tomasz, do dobrego postępowania nie wystarcza sama wiedza o tym, co jest dobre, a co złe. Dobrego postępowania się uczymy, tak samo jak każdej innej umiejętności. Stopniowo i popełniając błędy.

Zatem dopóki człowiek żyje, dopóty ma prawo do błędów i dopóty może je poprawiać. Nie musi od siebie wymagać, że wszystko będzie robił świetnie natychmiast. A co więcej, nie może tego wymagać od innych. Warto mieć więcej swobody, dystansu, cierpliwości zarówno w stosunku do nas samych, jak i naszego otoczenia — najbliższej rodziny, znajomych, współpracowników. Jednak tego również możemy uczyć się stopniowo :) A zatem: więcej luzu!



Styczeń 2011




Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl