s t r o n a   o   n a d z i e i












Co mam robić, by osiągnąć szczęście (2)




Początek tekstu...


Kant uznał, że w centrum etyki powinno się znaleźć spełnienie obowiązku wynikającego z obiektywnych, niezależnych praw moralnych (były to czasy fascynacji fizyką newtonowską, kiedy się wydawało, że istnieje absolutny czas, przestrzeń itd.). Co więcej, Kant oderwał dobro od szczęścia — uważał, że najbardziej wartościowym motywem spełnienia obowiązku, najwyższą cnotą, jest chęć spełnienia go dlatego, że jest obowiązkiem. Prawa należy przestrzegać, bo należy go przestrzegać (tak zwany legalizm Kanta).

A zatem, jeżeli robimy coś dobrego, ale sprawia nam to przyjemność, to jest to mniej wartościowe, niż gdyby to było dla nas nieprzyjemne. Im bardziej musimy się do czegoś zmuszać, tym większą ma to wartość moralną. Tak naprawdę pomysł ten jest głęboko niechrześcijański, ponieważ chrześcijańska cnota oznacza coś dokładnie odwrotnego: „nawyk” czynienia dobra, umiejętność dobrego działania lekko, łatwo i przyjemnie.

Nigdy nie jestem w stanie zrozumieć, jak Kant, będący przecież protestanckim pastorem, mógł na coś takiego wpaść. A tym bardziej — dlaczego jego filozofia wywarła głęboki wpływ nie tylko na Kościoły protestanckie, ale i na Kościół rzymskokatolicki. W tym duchu rodzice wychowują dzieci i taki jest ton większości kazań w polskich kościołach.

Być może jest tak dlatego, że jest to po prostu wygodne dla rządzących — wystarczy nakazać i żądać posłuszeństwa, piętnując nieposłuszeństwo jako niemoralne. Nakaz uprawnionej władzy jest moralny, bo jest nakazem uprawnionej władzy, i podwładni nie potrzebują się już zastanawiać, czy przypadkiem nie jest sprzeczny z sumieniem i należy odmówić jego wykonania (albo najzwyczajniej głupi). Odmaszerować, wykonać. Nie jest przypadkiem, że filozofia Kanta zrobiła taką karierę w państwach absolutnych i totalitarnych.

W efekcie cnota kojarzy się dzisiaj jak najgorzej (sama się instynktownie wzdragam przed tym słowem), a my, kiedy tylko chcemy sobie zrobić jakąś przyjemność, spełnić pragnienie, z reguły odczuwamy z tego powodu poczucie winy. „Wszystko co przyjemne, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie”. Ciągle odzywają się przymusy wewnętrzne, że powinniśmy coś zrobić, że musimy spełnić czyjeś oczekiwania, że nie możemy odmówić, kiedy ktoś nas o coś prosi, albo że nie możemy wymagać, aby ktoś szanował, że nie mamy ochoty czegoś zrobić... Etyka kantowska — zwłaszcza w połączeniu z wolnością ockhamowską — prowadzi prostą drogą do dysfunkcji i nerwic. Bo przecież poprzednio się dowiedzieliśmy, że jesteśmy wolni i możemy robić, co chcemy! Stale więc szarpie nami potężny konflikt emocjonalny.

Rys. Tomasz Rojek OP
    Rys. Tomasz Rojek OP

Wiara oparta na grzechu

Legalizm Kanta deformuje też wiarę i sprawia, że staje się toksyczna. Nie jest przypadkiem, że wiele nerwic ma podłoże religijne. Typowe kazanie w Polsce brzmi tak: macie spełniać przykazania, bo są przykazaniami; macie nie pracować w niedzielę, bo to jest grzech; macie chodzić na mszę w niedzielę, bo to jest obowiązek katolika; macie się modlić, bo jeśli nie będziecie tego robić, to rodzicom i Maryi będzie smutno; macie utrzymywać Kościół, bo Kościół ma prawo wprowadzać nowe przykazania kościelne i one obowiązują tak jak przykazania Boże; macie bronić wiary katolickiej, bo to jest wiara naszych przodków i oni za nią ginęli (dosłowne cytaty). Kiedy metodą kaznodziejską jest odwoływanie się do poczucia obowiązku, wywoływanie poczucia winy i stosowanie szantaży emocjonalnych, to efektem staje się ciągły strach (być może w pewnym momencie stłumiony i wyparty do podświadomości) przed przekroczeniem jakiegoś zakazu lub niewykonaniem nakazu. W centrum wiary zamiast miłości Boga i szczęścia obcowania z Nim pojawia się grzech, pojmowany jako złamanie prawa, którego mamy obowiązek przestrzegać.

Nie pamiętam, czy słyszałam kiedyś księdza — poza karmelitami uformowanymi przez wielkich mistyków, Teresę z Avila i Jana od Krzyża, oraz dominikanami — który by mówił nie, że trzeba się modlić, tylko że warto, bo jest to po prostu dobre, przyjemne, bo rozmowa, przebywanie z Bogiem daje szczęście. Albo że wartość człowieka nie wynika z tego, czy i ile wykonuje obowiązków, i że ma wartość nawet, jak nic „pożytecznego” nie robi — bo jest bezcenny po prostu dlatego, że jest, że został stworzony przez Boga na Jego obraz i podobieństwo.

Korci mnie, żeby powiedzieć, że to wszystko jest niezwykle inteligentnym i perfidnym działaniem diabła. Zwrócił mi na to uwagę pewien mądry marianin (to taki zakon). Kiedy przeczytamy uważnie opis raju i grzechu Adama i Ewy w Księdze Rodzaju, odkryjemy, że na samym początku jest mowa, iż w środku raju rosło drzewo życia. Bóg zaś pozwolił Adamowi jeść owoce wszystkich drzew z wyjątkiem drzewa poznania dobra i zła, bo ono jedno sprowadzało śmierć. A potem pierwsi rodzice zaczęli rozmawiać z wężem–kusicielem. I kiedy kusiciel pyta niewinnie: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?”, Ewa odpowiada: „Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli”. W jednym zdaniu dwa kłamstwa! To nie jest błąd tekstu wynikający z połączenia różnych redakcji, jak myślą bibliści, tylko wnikliwa znajomość natury człowieka i skutków działania zła u starożytnych mędrców żydowskich. Nie ma bezpiecznego flirtu ze złem, ono zawsze „zmiękcza” człowieka, jedyną metodą jest nie rozmawiać w ogóle, jak z ubekami.

Jedno kłamstwo to mnożenie wymagań i zakazów (Bóg nie zakazał przecież dotykać drzewa) — i widzimy to i u faryzeuszy żydowskich, i w purytanizmie protestanckim, i u wielu bardzo moralnych katolików o jedynie słusznych poglądach. Drugie — lokalizacja drzewa. Od rozmowy z diabłem subiektywnym środkiem ogrodu Ewy staje się drzewo poznania dobra i zła, a więc prawo: nakazy i zakazy. Już nie drzewo życia. Jest to znamienne przeniesienie akcentów. Tu jest praźródło legalizmu. I my dzisiaj z reguły nie zaczynamy od pytania: „czy jeżeli to zrobię, to będzie to dobre, korzystne, przyniesie szczęście?”, tylko: „czy wolno to zrobić, czy nie?” A drzewo poznania dobra i zła zamieszkało na trwałe w środku raju — zarówno w sztuce i literaturze, jak i w mentalności ludzkiej. Marianin mi powiedział, że na pytanie, jakie drzewo rosło w środku raju, ponad 90% ludzi odpowiada, że drzewo poznania dobra i zła. Księża i katecheci również.


Miłość: nowe prawo

Kiedy ośrodkiem naszego świata przestaje być życie–Bóg, a stają się nim przepisy i obowiązki, to to się nie może dobrze skończyć. Wszelkie przypisy i przykazania, nawet najbardziej słuszne i chwalebne, są tylko środkiem do osiągnięcia celu. Najpierw i przede wszystkim należy mówić o Bogu, który jest miłością, i o życiu i szczęściu, jakie On daje, a dopiero potem można mówić o moralności. To, co nazywamy moralnością, ma bowiem na celu jedynie osiągnięcie szczęścia, a więc i Boga. Odpowiada na starożytne pytanie: „Co mam czynić, aby osiągnąć szczęście” (czy też „życie wieczne”, jak mówi ewangeliczny młodzieniec).

Rys. Tomasz Rojek OP
    Rys. Tomasz Rojek OP

Dlatego właśnie święta Katarzyna Sieneńska, mistyczka i dominikanka uformowana w duchu świętego Tomasza, porównywała przykazania do poręczy na schodach. Dopóki jesteśmy słabi i grozi nam upadek, potrzebujemy poręczy ograniczających schody. Ale kiedy będziemy święci i doskonali, poręcze nie będą już potrzebne. Będziemy szli pewnie i bez nich. Święci nie potrzebują zakazów i przykazań. Oni sami z siebie zawsze wiedzą, jak postąpić, by osiągnąć dobro. Niejako nie są zdolni do postępowania źle. Widać to w życiu wielu świętych i mistyków, chociażby Teresy od Dzieciątka Jezus czy matki Teresy z Kalkuty. A świętym, dzięki współpracy z łaską Bożą, może stopniowo stać się każdy z nas.

Bez celu, jakim jest szczęście–Bóg, moralność staje się martwym kodeksem, który nikogo nie pociągnie do działania i którego stosowanie można jedynie wymuszać różnymi metodami. Fizyka newtonowska okazała się tylko szczególnym przypadkiem fizyki einsteinowskiej, absolutna przestrzeń i czas przestały istnieć, a imperatyw kategoryczny, wynikający z abstrakcyjnych praw moralnych, nie jest wystarczającą motywacją do czynienia dobra i unikania zła.

Taką motywacją jest jedynie prawo ewangeliczne — nowe prawo, prawo miłości, które ogłosił Jezus Chrystus. Na tym polega doskonałość większa od doskonałości faryzeuszy, przestrzegających drobiazgowo 613 przykazań Tory i dających dziesięcinę z mięty i ruty. Naszym najważniejszym przykazaniem, którego mamy przestrzegać, jest przykazanie miłości: abyśmy się wzajemnie miłowali, tak jak Bóg nas umiłował. Wszelkie inne przykazania pełnią tylko funkcję pomocniczą, ułatwiają zachowanie się w konkretnych okolicznościach. Jezus Chrystus głosił to prawo zarówno swoim życiem i śmiercią (nie ma większej miłości, niż oddać życie za przyjaciół swoich), jak i słowami. Podsumowaniem moralności ewangelicznej, „Ewangelią w pigułce”, jest Kazanie na górze, które można znaleźć w ewangeliach Mateusza w rozdziałach 5–7 i Łukasza w rozdziale szóstym. Warto je przeczytać. Odtruwa, odświeża, daje wewnętrzną wolność i siłę, by żyć.

O tym wszystkim stale przypomina święty Tomasz.



Więcej rysunków Tomka Rojka znajduje się na stronie Krzyśka Pałysa. Dziękuję Tomkowi i Krzyśkowi za ich udostępnienie.



Wrzesień 2008



Można poczytać

  • W. Farrell, Przewodnik po Summie
    Popularne przedstawienie Summy teologii, głównego dzieła świętego Tomasza; książka publikowana w odcinkach na stronie www.dominikanie.pl.
  • S.Th. Pinckaers, Źródła moralności chrześcijańskiej
    Książka dość gruba i trudna, ale warto przez nią przebrnąć, bo bardzo ciekawa.
  • S.Th. Pinckaers, Szczęście odnalezione
    Krócej i łatwiejszym językiem.
  • J. Badeni, J.A. Kłoczowski, Boskie oko, czyli po co człowiekowi religia
    Wywiad–rzeka o wszystkim, co w życiu ważne, ze znanymi duszpasterzami dominikańskimi, z których jeden jest też filozofem.
  • T. Kwiecień, Przedszkole modlitwy
    Bardzo wartościowa, mała książeczka, zapis rekolekcji akademickich: po co i jak się modlić.
  • T. Kwiecień, Ja, stary poganin
    Kazania, które ojciec Tomasz głosił w krakowskiej bazylice dominikanów.
  • S. Tugwell, Osiem błogosławieństw
    Książka o duchowości osnuta na kanwie ośmiu błogosławieństw, od których Jezus zaczyna Kazanie na górze.
  • P. Murray, Młode wino dominikańskiej duchowości
    Autor opowiada barwnie, co może nam dzisiaj dać święty Tomasz i inni pierwsi dominikanie.
  • A. Terruwe, C. Baars, Integracja emocjonalna
    Autorzy są psychologami, którzy stosowali w praktyce zawodowej koncepcję człowieka zaproponowaną przez świętego Tomasza.
  • A. Terruwe, C. Baars, Integracja psychiczna
    Książka zawiera interesujące objaśnienie przyczyn powstawania i sposobu leczenia nerwic; trochę trudniejsza od poprzedniej.





Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl