s t r o n a   o   n a d z i e i












Trudno nie wierzyć w nic




Dostałam w Sylwestra rozpaczliwy telefon od przyjaciółki. Właśnie otrzymała pismo z banku, w którym przeczytała, że z powodu niewypełniania przez nią warunków umowy bank rozwiąże z nią w połowie lutego umowę na debet w koncie, a do 2 lutego ma zwrócić całą wartość debetu, czyli dwa tysiące złotych. Była roztrzęsiona. Z powodu kryzysu ma znacznie mniej zleceń i ledwo wiąże koniec z końcem. Suma dwóch tysięcy to cały jej miesięczny dochód. Jej brak oznacza, że nie będzie miała w styczniu za co żyć i nie zapłaci ZUS–u.

Powtarzała to w kółko, chociaż próbowałam ją uspokoić. Wydawało mi się, że na razie nie warto sobie zatruwać tym życia, i to jeszcze w Sylwestra. Banki to ponure instytucje, które mają zwyczaj wysyłać obrzydliwe pisma w sprawach zupełnie niewinnych, a nawet wskutek pomyłki. Wezwano mnie kiedyś do banku w równie groźny sposób. Tymczasem kiedy przyszłam, to okazało się, że chodzi o zwykłe podpisanie jakiegoś papierka; a pismo groziło rozwiązaniem umowy kredytu, bo — jak rozbrajająco wyjaśniła panienka — „gdyby nie, to większość ludzi w ogóle by nie przyszła”. Innej mojej przyjaciółce bank przysłał kiedyś pismo z żądaniem natychmiastowego zwrotu 10 tysięcy złotych, które rzekomo wypłaciła z bankomatu. Sprawa dotyczyła większej grupy klientów. Bank był nieugięty i dopiero kiedy sprawą zainteresowały się media, jego pracownicy przyznali, że system uległ awarii i nie wiedzą, czy pieniądze zostały faktycznie wypłacone, czy nie — więc na wszelki wypadek zażądali ich zwrotu od klientów, grożąc wypowiedzeniem wszystkich umów, komornikiem i sądem.

Krótko mówiąc, takie sprawy się zdarzają. Nie są przyjemne, ale trudno ich uniknąć. Podobnie zachowuje się wiele firm mających dominującą pozycję, nie mówiąc już o instytucjach państwowych, z ZUS-em i urzędami skarbowymi na czele. Trzeba się nauczyć z tym żyć. Sytuacja jest nieprzyjemna, ale wydaje się, że na panikę jest stanowczo za wcześnie. Pismo nie zawiera konkretów. Nie wspomina, w jaki sposób przyjaciółka złamała warunki umowy. Faktycznie jej wpływy były ostatnio mniejsze od deklarowanych, ale trudno uznać to za powód do natychmiastowego wypowiedzenia umowy. Od dwóch lat panuje światowy kryzys i wielka część kredytobiorców w ogóle nie spłaca kredytów. Najczęściej banki nie wypowiadają im umów, lecz próbują się dogadać: rozkładają zadłużenie na raty i tak dalej. Przecież bank zarabia właśnie na odsetkach od kredytów i debetów, więc jeśli z nich zrezygnuje, to upadnie. Dlatego w dłuższej perspektywie bankowi zawsze opłaca się utrzymać klienta.

Gdyby zaś bank uparł się rozwiązać umowę, bo na przykład nowy dyrektor kazał zlikwidować ten produkt bankowy, to i tak nic się nie da załatwić, choćby przyjaciółka stanęła na głowie. Nie ma zaś sensu dołować się czymś, na co nie mamy żadnego wpływu. Jak powiedział ktoś mądry, „denerwować się to mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych”. Zresztą równie dobrze może się okazać, że przyjaciółka straci debet, ale otworzy w innym banku nowe konto na znacznie lepszych warunkach i jeszcze zyska. Na razie po prostu nic nie wiadomo. Trzeba poczekać kilka dni, a w poniedziałek pójść do banku.


Podłoże lęku przed przyszłością

Jednak spokojne czekanie to jest właśnie coś, czego moja przyjaciółka nie potrafi. Wariuje z niepokoju i nie może zapanować nad wyobraźnią, która podsuwa jej najróżniejsze fatalne konsekwencje. Równie silnie przeżywa wszelkie drobne niepowodzenia i trudności życiowe. Obniża to poważnie jakość jej życia i wciąga w stany depresyjne.

Przyjaciółka nie jest wyjątkiem — znam więcej podobnych osób i także sama przez wiele lat tak żyłam. Wiem z doświadczenia, jak ogromne cierpienie i niepokój to powoduje. Uwolnienie się od niego jest bardzo trudne — mnie zajęło kilka lat pracy — ale warto się o to postarać, bo ten rujnujący sposób przeżywania rzeczywistości zmienia życie człowieka w piekło: zabiera wszelką radość, rozbija relacje z ludźmi, wpędza w choroby i nałogi.

Zachowania takie nie biorą się z niczego, wpływ na nie mają uwarunkowania psychologiczne. Znany jest podział osobowości na typ A i B. Osobowość typu A mają ludzie, którzy wszystko biorą do siebie, wszystko mocno przeżywają, stale odczuwają wysoki poziom stresu i ciągle czują się zagrożeni. Mają też wysoki poziom agresji i cechują się perfekcjonizmem. Osoby te wcześniej i ciężej chorują na choroby serca niż ludzie charakteryzujący się osobowością typu B, czyli pozbawieni tych cech.

Innym ważnym elementem jest to, jakimi uczuciami ludzie reagują na napotykane przeszkody życiowe. Ich reakcja może być dwojaka: gniew lub strach. Konstruktywny gniew jest wbrew pozorom bardzo pozytywnym uczuciem: wiąże się z odwagą potrzebną do działania i nadzieją, że przeszkodę da się pokonać. Jeśli człowiek tej nadziei nie ma ani nie odczuwa, że posiada zasoby potrzebne do walki — odwagę, umiejętności i tak dalej — to reaguje strachem, frustracją, rezygnacją. Kuli się i czeka na ciosy.

Skłonność do lęku o przyszłość i spodziewania się zła zamiast dobra mają osoby, które wyrastały w rodzinach alkoholowych. Dziecko alkoholika żyje w wielkim stresie i bez zaspokojenia podstawowych potrzeb psychicznych, związanych z poczuciem bezpieczeństwa i przewidywalności życia. Nie zna pewności jutra — nigdy nie wie, czy po powrocie do domu zastanie miłą atmosferę, czy pijacką awanturę, czy jego rzeczy nie zostaną zniszczone i czy rodzice wywiążą się z obietnic, takich jak kupienie czegoś, pójście w niedzielę do kina, czy obecność na wywiadówce. Wskutek tego w życiu dorosłym dzieci alkoholików często przeżywają ciągły lęk przed przyszłością, a radzenie sobie z trudnościami życiowymi i różnymi zadaniami pochłania nieproporcjonalnie dużo ich energii emocjonalnej.


Światopogląd, który chroni przed lękiem

Cechy osobowości i historia życia są istotne, ale nie mają charakteru determinującego. Według mnie istnieje jeszcze jeden, bardzo istotny czynnik, który wywołuje lękowe nastawienie do wyzwań życiowych. Człowiek boi się tego, co nastąpi, w każdej sytuacji spodziewa się najgorszego, bo nie ma poczucia, że jego życie jest w jakiś sposób zaplanowane i uporządkowane, że jakaś dobra siła nad nim czuwa i się nim opiekuje, że cokolwiek będzie się działo, to wszystko skończy się dobrze. Że jeśli nawet wydarzyło się zło, to może ono przynieść w efekcie jakieś dobro i ostateczny rachunek będzie dodatni. Innymi słowy, nie wierzy w Bożą Opatrzność. Dlatego cały ciężar zapewnienia bezpieczeństwa sobie i bliskim spoczywa na nim. Nie ma z kim się nim podzielić. Jest sam. I sam musi się borykać z przyszłością, z każdym wyzwaniem, z każdą trudnością. Jest to ciężar przytłaczający i nie do uniesienia.

Fot. Bernard Piechal
    Fot. Bernard Piechal

Jesteśmy skłonni wiązać wiarę w opatrzność z religią katolicką, jednak jest to raczej pojęcie filozoficzne, które występuje w wielu religiach i światopoglądach, choćby u XVIII–wiecznych deistów i masonów, a także w judaizmie. W opatrzność wierzą również niektórzy ateiści, chociaż nie wiążą jej z istnieniem Boga, lecz z jakimś wewnętrznym sensem wbudowanym w istnienie świata. Za to wśród katolików prawdziwa, świadoma wiara w opatrzność jest współcześnie niemal nieobecna. Moja przyjaciółka i większość znajomych, cierpiących na podobne problemy, uważa się za katolików, ale ich życie cechuje poczucie dobijającej samotności w borykaniu się z losem. Tym, którzy mają małżonka, jest trochę łatwiej, ale tylko trochę. Każdy człowiek niekiedy zawodzi i z biegiem czasu poczucie osaczenia samotną odpowiedzialnością za walkę z wyzwaniami losu powraca.

Gdy mowa jest o wierze w opatrzność, to nie chodzi o jałowe deklaracje słowne, lecz o żywe, ugruntowane, stabilne przekonanie, że jakaś dobra siła nade mną czuwa, że mnie prowadzi i chroni. Postawa życiowa negująca to przekonanie, nawet nieuświadomiona, z całą pewnością ma wpływ na powstawanie nerwic lękowych. Nie neguję, że ich leczeniem powinna się zajmować psychiatria, widzę jednak na wielu przykładach, że leczenie to niewiele pomaga, dopóki pacjent nie zmieni podejścia do życia. Nie mówi się o tym, ale moje doświadczenie przekonuje mnie, że u podstaw problemów psychologicznych często stoi światopogląd człowieka. Leczenie trzeba oczywiście prowadzić i powinno ono biec swoim torem, ale równolegle należy pracować nad światopoglądem — tak, aby przestał odbierać człowiekowi szanse na udane życie, a zaczął go wzmacniać. Nie narzucam tu nikomu przyjęcia określonej religii, chodzi mi natomiast o to, że za dobry można uznać taki światopogląd, który daje człowiekowi radość, nadzieję i siły potrzebne do borykania się z trudnościami losu.


Nauka ufności i wewnętrznego spokoju

Jak rozwijać wiarę w Opatrzność? Nie ma gotowych rozwiązań. Ich wybór zależy od upodobań i poglądów konkretnej osoby. Dla tych, do których przemawiają teksty biblijne, dołączam na końcu kilka fragmentów Księgi Psalmów. Można je powtarzać i rozważać — najlepiej codziennie siadać wygodnie na kilka minut i odczytywać powoli, zastanawiając się nad każdym słowem i zdaniem. Można też nauczyć się ulubionych fragmentów na pamięć i przypominać je sobie, kiedy tylko ma się ochotę. A oto inne sposoby, dostępne dla każdego:

  • Przypominanie sobie wydarzeń z przeszłości
  • To jest sposób, który mi chyba najbardziej pomógł. Zawsze miałam tendencję do widzenia szklanki w połowie pustej i panikowania, co się stanie (na pewno coś najgorszego). W pewnym momencie spojrzałam nowymi oczami na własną przeszłość i dostrzegłam, że w moim życiu było co prawda mnóstwo różnych trudnych sytuacji, ale wszystkie zakończyły się szczęśliwie. Bolało oczywiście, ale zawsze sobie jakoś radziłam. W najgorszym wypadku satysfakcja przychodziła po dłuższym czasie. Na przykład od lat mam problemy finansowe. Nie mam stałej pracy i utrzymuję się z różnych zleceń, które raz są, a raz ich nie ma. Ale nigdy nie zdarzyła się prawdziwa katastrofa. Zawsze, kiedy już nie było czego jeść, nie mówiąc o zapłaceniu rachunków, w ostatniej chwili przychodziły jakieś pieniądze. Więc dlaczego w przyszłości ma być inaczej?

  • Wdzięczność za codzienne rzeczy
  • Chodzi o to, żeby mieć oczy szeroko otwarte i dostrzegać małe przejawy dobra, które nas spotykają. Jeśli człowiek jest wyczulony na zło i nieszczęście, to wkrótce przestaje widzieć i pamiętać rzeczy dobre i szczęśliwe. Jakby nosił czarne okulary — nic dziwnego, że wkrótce zacznie stale odczuwać nastrój pogrzebowy. Dobrych rzeczy wydarza się przynajmniej tyle samo, ile złych. Trzeba więc codziennie ćwiczyć dostrzeganie i odczuwanie dobrych rzeczy oraz uczyć się wdzięczności za nie: dzisiaj nareszcie świeci słońce, biorąc prysznic, na całym ciele odczuwam przyjemne spływanie strumieni wody, mam co jeść, w domu jest ciepło, sprzedawczyni w cukierni promiennie się do mnie uśmiechnęła, a pan ochroniarz pozdrowił...

  • Staranie się żyć tu i teraz
  • Jeśli pismo przychodzi w Sylwestra, a banki otworzą dopiero za cztery dni, to trzeba żyć tu i teraz, czyli w Sylwestra, a nie w najbliższy poniedziałek. Do tego czasu i tak nic nie możemy zrobić, więc po co o tym cały czas myśleć, odbierać sobie zdrowie i sen? U niektórych ludzi takie myślenie staje się rodzajem fiksacji, przybiera skalę chorobową. A jednak człowiek ma władzę nad swoim rozumem i sam decyduje, o czym chce myśleć, a o czym nie. Jest wiele sposobów odwracania myśli od przedmiotu, o którym nie chcemy w danym momencie myśleć.

  • Demaskowanie nieświadomych szkodliwych założeń
  • Każdy człowiek wyznaje pewne założenia, których jest nieświadomy. Są to często złośliwe stereotypy, które mogą skutecznie niszczyć relacje i komunikację międzyludzką (na przykład „mężczyznom chodzi tylko o seks” albo „jeśli żona nie gotuje codziennie obiadu, to znaczy, że nie kocha męża). Jest ważne, aby tych założeń poszukiwać i stale się od nich uwalniać. Na lęk przed przyszłością często wpływa fałszywy obraz Boga jako istoty złośliwej i zaborczej. Więcej na ten temat można przeczytać w tekście pt. „Nie bój się”.

Oprócz tych wszystkich sposobów stosuję osobiście jeszcze jedną metodę; można o niej przeczytać w tajnym Kąciku środków specjalnych.

Zaufanie do losu, wiara w Opatrzność Bożą, to wartości, do których można i trzeba dojść samemu. Jeśli to osiągniemy, to żadne, nawet najgroźniejsze pismo z banku nie zdoła popsuć nam Sylwestra. Będziemy potrafili razem ze Scarlett O’Harą powiedzieć: „Jutro też jest dzień”.



Styczeń 2010



Psalm 121

Wznoszę swe oczy ku górom:
skąd nadejść ma dla mnie pomoc?
Pomoc moja od Pana,
który stworzył niebo i ziemię.
On nie pozwoli, by potknęła się twa noga,
ani się nie zdrzemnie Ten, który ciebie strzeże.
Nie zdrzemnie się ani nie zaśnie
Ten, który czuwa nad Izraelem.
Pan ciebie strzeże,
jest cieniem nad tobą,
stoi po twojej prawicy.
We dnie nie porazi cię słońce
ani księżyc wśród nocy.
Pan cię uchroni od zła wszelkiego,
ochroni twoją duszę.
Pan będzie czuwał
nad twoim wyjściem i powrotem,
teraz i po wszystkie czasy.


Psalm 91

Kto się w opiekę oddał Najwyższemu
i w cieniu Wszechmocnego mieszka,
Mówi do Pana: „Tyś moją ucieczką i twierdzą,
Boże mój, któremu ufam”.
Bo On sam cię wyzwoli z sideł myśliwego
i od słowa niosącego zgubę.
Okryje cię swoimi piórami,
pod Jego skrzydła się schronisz;
wierność Jego jest puklerzem i tarczą.
Nie ulękniesz się strachu nocnego
ani strzały za dnia lecącej,
Ani zarazy skradającej się w mroku,
ani moru niszczącego w południe.
A choćby tysiąc padło u boku twego
i dziesięć tysięcy po twojej prawicy,
ciebie to nie spotka.
Ty zaś ujrzysz własnymi oczyma
zapłatę daną grzesznikom.
Bo Pan jest twoją ucieczką,
za obrońcę wziąłeś Najwyższego.
Nie przystąpi do ciebie niedola,
a cios nie dosięgnie twojego namiotu,
Bo rozkazał swoim aniołom,
aby cię strzegli na wszystkich twych drogach.
Będą cię nosili na rękach,
abyś stopy nie uraził o kamień.
Będziesz stąpał po wężach i żmijach,
a lwa i smoka podepczesz.
„Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie,
osłonię go, bo poznał moje imię.
Będzie Mnie wzywał, a Ja go wysłucham
i będę z nim w utrapieniu,
wyzwolę go i sławą obdarzę.
Nasycę go długim życiem
i ukażę mu moje zbawienie”.


Psalm 8

O Panie, nasz Panie,
jak przedziwne jest Twoje imię na całej ziemi!
Tyś swój majestat wyniósł nad niebiosa.
Sprawiłeś, że na przekór Twoim przeciwnikom
usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę,
aby poskromić nieprzyjaciela i wroga.
Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło palców Twoich,
na księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził:
Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
czym syn człowieczy, że troszczysz się o niego?
Uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów,
uwieńczyłeś go czcią i chwałą.
Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich,
wszystko złożyłeś pod jego stopy:
Owce i bydło wszelakie,
i dzikie zwierzęta,
Ptaki niebieskie i ryby morskie,
wszystko, co szlaki mórz przemierza.
O Panie, nasz Panie,
jak przedziwne jest Twoje imię na całej ziemi!

Psalm 34

Wysławiajcie razem ze mną Pana,
wspólnie wywyższajmy Jego imię.
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
i wyzwolił od wszelkiej trwogi.
Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.
Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
aby ich ocalić.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry;
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.
Pan słyszy wołających o pomoc
i ratuje ich od wszelkiej udręki.
Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.
Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy,
ale Pan go ze wszystkich wybawia.
On czuwa nad każdą jego kością
i żadna z nich nie zostanie złamana.


Psalm 139

Przenikasz i znasz mnie, Panie,
Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
Z daleka spostrzegasz moje myśli,
przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę,
i znasz wszystkie moje drogi.
Zanim słowo się znajdzie na moim języku,
Ty, Panie, już znasz je w całości.
Ty ze wszystkich stron mnie ogarniasz
i kładziesz na mnie swą rękę.
Zbyt przedziwna jest dla mnie Twoja wiedza,
tak wzniosła, że pojąć jej nie mogę.
Gdzie ucieknę przed duchem Twoim?
Gdzie oddalę się od Twego oblicza?
Jeśli wstąpię do nieba, Ty tam jesteś,
jesteś przy mnie, gdy położę się w Otchłani.
Gdybym wziął skrzydła jutrzenki,
gdybym zamieszkał na krańcach morza,
Tam również będzie mnie wiodła Twa ręka
i podtrzyma mnie Twoja prawica.
Jeśli powiem: „Niech więc mnie ciemność zasłoni
i noc mnie otoczy jak światło”,
To nawet mrok nie będzie dla Ciebie ciemny,
a noc jak dzień będzie jasna,
bo mrok jest dla Ciebie jak światło.
Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze
i utkałeś mnie w łonie mej matki.
Sławię Cię, żeś mnie tak cudownie stworzył;
godne podziwu są Twoje dzieła
i duszę moją znasz do głębi.
Nie byłem dla Ciebie tajemnicą,
kiedy w ukryciu nabierałem kształtów,
utkany we wnętrzu ziemi.
Oczy Twoje widziały moje czyny
i wszystkie spisane są w Twej księdze
Dni przeznaczone dla mnie,
nim choćby jeden z nich nastał.
Jak bezcenne są dla mnie Twoje myśli, Boże,
jak niezmierzona jest ich liczba!
Gdybym chciał je zliczyć, więcej ich niż piasku;
gdybym doszedł do końca, nadal jestem z Tobą.
Przeniknij mnie, Boże, i poznaj moje serce,
doświadcz mnie i poznaj moje myśli.
I zobacz, czy idę drogą nieprawą,
a prowadź mnie drogą odwieczną.


Psalm 131

Panie, moje serce się nie pyszni
i nie patrzą wyniośle moje oczy.
Nie dbam o rzeczy wielkie
ani o to, co przerasta me siły.
Lecz uspokoiłem i uciszyłem moją duszę;
jak dziecko na łonie swej matki,
jak ciche dziecko jest we mnie moja dusza.
Izraelu, złóż nadzieję w Panu,
teraz i na wieki.






Jeśli masz ochotę skontaktować się ze mną w sprawie tego tekstu lub jakiejkolwiek innej, napisz na adres: nadzieja@nadzieja.webd.pl